DURSKI & DURSKI
-
Krzysztof Kuczkowski Topos 1(50)2000r.

"Wśród krzywych luster" i "Mariacka" to olśniewające, tak, nie waham się powtórzyć - olśniewające prozy Jacka Durskiego. Pierwszą z nich zadebiutował autor w roku 1997, a dwa lata później ukazało się wydanie uzupełnione; jednocześnie na rynku pojawiła się mini-powieść "Mariacka", której fragment został wcześniej uhonorowany I nagrodą w III Ogólnopolskim Konkursie Literackim im. S. Grochowiaka.

Podobnie zjawiskową przygodę czytelniczą zawdzięczam Ryszardowi Schubertowi i jego powieści "Trenta Tre" (drugi jego utwór to "Panna Lilianka"), tyle że przygoda ta miała miejsce przed dwudziestoma laty z okładem. A jednak coś tych autorów łączy. Obydwaj urodzili się w latach czterdziestych w Poznaniu, choć Durski większą część życia spędził na Śląsku. Obaj zanurzeni są w "żywą mowę", w język potoczny, w gwarę miejską. Obydwaj napisali po dwie powieści niezupełnie klasyczne. Cóż to znaczy? Tylko tyle, że i Durski i Schubert istnieją przede wszystkim w języku i przez język, że język i jego indywidualizacja - u każdego z nich inna, chciałoby się rzec: inaczej intensywna - stanowi o sile i osobliwej urodzie przywołanych tu utworów, ale jest też ich istotnym ograniczeniem. I tak w "Trenta Tre" klasyczną fabułę zastępuje zderzenie gwary mieszkańców Poznania i nowomowy urzędniczej, natomiast w "Mariackiej" Durskiego kipiący od znaczeń, plastyczny i dosadny, uderzająco trafny język narracji służy do charakterystyki osób przewijających się przez mieszkanie na tytułowej ulicy Mariackiej. Tutaj z kolei klasyczną fabułę zastępuje galeria postaci. Zgoda, tak fascynująco nakreślonych, że rekompensują brak linearnego ciągu zdarzeń.

Jednak problem "braku" pozostaje, i - co więcej - dotyczy nie tylko szczątkowej obecności fabuły. Otóż wydaje mi się, że pod urodą "snopisania" - określenie to dobrze oddaje charakter zbioru miniatur "Wśród krzywych luster" - i szaleństwem firmy portretowej "Durski & Durski" ("Mariacka") rozciąga się jakiś trudno definiowalny, ale wyczuwany przez siódmą skórę obszar wypełniony oparami absurdu, dodajmy: absurdu, który sam siebie pęta, który epatuje swoją potencjalnością... i na niej poprzestaje. Niezwykle ekspresyjny język narracji podkreśla i uwyraźnia fobie, dziwactwa i bziki bohaterów, co w jakiś sposób stoi w sprzeczności ze statyką ich, typowo już powieściowej, obecności. Zostają one wywołane z pamięci po to, żeby zaistnieć w całej swojej naturalistyczno-groteskowej krasie, ale nie współtworzą akcji powieści, nie zyskują autonomii, nie powierza się im żadnych szczególnych funkcji. Poza jedną - gnębieniem niewinnego chłopca - narratora. Zresztą oddajmy sprawiedliwość autorowi-narratorowi i powiedzmy, że nie do wszystkich bohaterów żywi uczucia, delikatnie mówiąc: niechętne. Już na początku powieści z sentymentem kreśli postać młodziutkiej służącej, Irki. Natomiast w zakończeniu "Mariackiej" wyznaje: "Dlaczego kocham psychiatrę? I Wicka-aktora. Obu braci matki. Są tacy inni od całej rodziny. Od wszystkich. (...). Rozmawiają ze mną od środka do środka". Dodam na marginesie, że "miłość" do braci matki nie powstrzymuje narratora przed skarykaturowaniem obydwu postaci.

"Krzywe lustra" są wszechobecne. Dziecko-narrator nie zna litości. Tak jakby potworność powieściowego czarnego charakteru, Eisengraebera, w jakiś sposób przeniosła się na ofiarę, jakby zaraziła ją amoralną ohydą. Stąd krwawa łaźnia jaką w wyobraźni chłopiec raz po raz gotuje swojemu prześladowcy jest odreagowaniem na podłą rzeczywistość, w której: "Pijana matka i pijany Eisengraeber. (...) Szamocą się pijani. Kopią w czerwonych betach". W kreowaniu i rozpamiętywaniu nasyconych przemocą scen ujawnia się bezsilność dziecka wobec brzydoty świata dorosłych, narasta konflikt sumienia ("Znowu pomyślałem o brzytwie i o twoich białych pod złotą halką nogach. Znowu boję się Pana Boga, że tak myślę. Duszno mi. Gadam do szyby", "Mariacka", s. 111). Zrozumiałe jest szukanie pomocy w innym porządku rzeczywistości. Odwołanie się do Boga cierpiącego na krzyżu przyjmuje formę prośby o "sprawiedliwe" skarcenie tych wszystkich, którzy gwałcą naturalny porządek, albo są najzwyczajniej głupi:
"A Ty, Jezusku, gdzie? Dalej wisisz. Zabili Cię na tym krzyżu naprawdę. (...) Kocham Cię cierpiącego, ale wolałbym, żebyś był silniejszy i zrobił porządek w Stalinogrodzie. Żebyś kopnął w dupę ze czterdzieści osób. Przede wszystkim Eisengraebera i jego siostrę, nich lecą jak najdalej. A potem naszych gości pijaków. Kopnij w dupę każdego. Kopnij też kierownika mojej szkoły, który stoi na katedrze podczas apelu. Kopnij w dupę wariata. I panią z biologii, która uczy, że pochodzimy od małp. Kopnij w dupę uczoną. I kopnij mojego księdza, który matołkowatych strzela po buzi. Tak, takiego księdza kopnij w dupę. I panów ubowców, którzy rozwalili mi stoliczek, kopnij w dupę. I mojego kolegę Stasia, który kopie mnie często w dupę, kopnij w dupę. Bądź w Katowicach. W pogotowiu". ("Mariacka", s. 25-26).

A ponieważ Bóg nie odpowiedział na prośbę chłopca tak, jakby ten sobie życzył, to z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że "snopisanie" Durskiego jest pisarskim odwetem za lęki dzieciństwa. Jednak w gruncie rzeczy, i tak odbieram przesłanie jego książek, są one wołaniem o prawo do przebywania i wzrastania w świecie moralnie uporządkowanym, zapewniającym przynajmniej podstawowe poczucie bezpieczeństwa i stałości. Zaludnione zwariowanymi typami mieszkanie na Mariackiej bezpieczeństwa nie zapewnia. Stąd marzenie o ucieczce: "Zabrałby mnie stąd któryś [z wujów]. Z tego kręgu matki. Kwadratu z Eisengraeberem. Weźcie do Poznania siostrzeńca. Z Katowic na Wildę" ("Mariacka", s.166). Jest to również marzenie arkadyjskie. Tęsknota za dzieckiem prawdziwie dziecięcym. Uwolnionym od raniących, i na pewno zbyt wczesnych, doświadczeń egzystencjalnych, również traumatycznych (matka wymuszająca synowskie posłuszeństwo wizją samobójczej śmierci).

Na koniec, życzę autorowi "Mariackiej" kolejnych powieści. R. Schubert wcześnie zaczął pisać i wcześnie zakończył swoją karierę, J. Durski zadebiutował w wieku dojrzałym i oby nie poprzestał na tym, co napisał do tej pory


-----------------------
Krzysztof Kuczkowski:

Urodził się w 1955 roku w Gnieźnie. Od 1981 roku mieszka w Sopocie. Poeta, autor szkiców, recenzji literackich i muzycznych; juror wielu konkursów, "profesor" warsztatów poetyckich. W 1993 roku założył Dwumiesięcznik Literacki "Topos", którym kieruje do dzisiaj. W latach 1995-2005 redaktor naczelny Magazynu Muzyków "Gitara i Bas". Jeden z inicjatorów Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Rainera Marii Rilkego, organizator Festiwali Poezji w Sopocie. Redaktor serii książek Biblioteka "Toposu".