JA A CZAS
- fragment powieści publikowany w sZAFIe #46
 

Zaistniałem w bezczasie zapachem świateł kilku galaktyk. Wreszcie niezależny od zegara z porcelanowymi tancerzami. Pląsają co kwadrans, w ich ruchach porno, ból, pragnienia, a w dźwiękach stóp skończoność. Nie zgadzam się z każdą godziną. Nie potrafię podróżować z obrotem Ziemi. Wolę wibracje własne albo kobiet z gwiazdozbioru Orionis. Mogą wysyłać mi drżączkę czwartym tunelem. Zawirowania atomów na osi w Sosnowcu, zamęt w Katowicach.

Odpycham noc, zmarłych w lustrze, przeszłość okrutną. Odsuwam czerń Małgorzaty. Świt. Coraz jaśniej. Okno razi. Błyszczy światłem parapet.

Ja, siwy gołąb na Śląsku uzależniony od Internetu i wiary w Chrystusa, szukam nowych przestrzeni, gwiazd jeszcze ciemnych. Wypatruję planet dla Ziemian, miejsc w innym Układzie, ze źródłami wiedzy Wszechświatów. Z dobrem absolutnym. Lunety z chorzowskiego planetarium ledwo dziobią mgławicę M43. W widzeniach kosmosu mój niepokój między pragnieniami a wolą działania. Pulsuje w skroni.

Północ wystrzelona z zegarów. Czas nasz odmienny. Niecierpliwe jutro. Starzec chłopca wypatruje. Oczy dziada dawno białe. Z żył – cieśni z próchnem. Zaświeciła resztka paliwa. Starość w zmarszczkach, postrzępiona. Czas mój w krzywej zamkniętej. Nie jest to pętla czasu. Coraz więcej pytań. Ostatni rok cofnął się do XX wieku. Za dużo jednostek czasu. Wydobyta podczas ribertingu archaiczna pamięć.

Zapadł się pamiętnik niepodparty jutrem.

Szara godzina na blacie biurka. Można noc położyć. Znowu Bóg skrócił Czas i wydłużył Przestrzeń. W czarnych rękawach nieskończoność. Śmiech z ludzi. Chichot Pana Władzy. Noc pomniejszona do szklanek herbat. Przybywa śmierć.

– Na początku nie było przestworzy, tego wymiarowego cudu. Czas też był inny. Bez przyszłości –mówi Anioł na rusztowaniach ze współrzędnych godzin. Gada wysoko przez wygasły kwadrans. Nad studnią otchłań. W ujęciu zbiór chwil z wielkościami przyrody. W jego kroplach nasz świat – odjemny. Skupienie cząstek Universum w gęstych sieciach humanoidów. (Uwierz Czytelniku na słowo albo zamknij tę książkę.)

Mądrość istot podobnych do człowieka. Tylko człowiek głupi. Dziecko eksperymentu Pana. Mały gadżet na piersiach Wielkiego. Dlatego my chrześcijanie potrzebujemy świętych, rzeszy wybranej z tego niedorozwoju. Niech prowadzą nas ci niby wielcy swoimi biogramami wymyślonymi przez nas. Co za ulga, dojdziemy do Boga prowadzeni. Nie trzeba będzie rozwijać własnej duszy, być wolnym. Idąc szaro za świętymi, zejdziemy w dno milczenia. Czuję natłok uświęconych, ich szarość nad gatunkiem ślepców. Nie widzą, bojąc się śmierci. I tej pory po zgonie. Moduł lęku przed Tajemnicą. Podobno tkwi w splocie trzewnym, zakodowany w systemach aktywności pośmiertnej.

Ta nasza bezczelność nadssaków. A może gadających roślin? Należy ją określić, sklasyfikować upośledzone odmiany. Tylko w penisach rozwinięcie, tylko w obszarach G. Reszta człowieka, jeden okwit. Kto weźmie mój eliksir, twój? Boskość kobiety i mężczyzny w czasie przyszłym, w czasie mniejszym. Muszę znizać dni najlepsze, krople nocy. Wysypały się wspomnienia na podłogę malarni. Zamiatam szufelką z brązu, z kryształu. Należy przebadać życie. 69 lat, ileś kęsów od urodzin.

Wyję w oknie, przekwitając, stary wilk w nowiu. Nie widzę księżyca. Zabrały go istoty wyższej cywilizacji jako pamiątkę po lądowaniu Ziemian. Siadłbym chętnie w światłach z kominka, w zapachach drew z żywicą, w wonności byłych kobiet. Zwolniłbym dla nich przeszły czas. Mój umysł zrobił reset. Wszedł w przyszłość. Nową ze starymi.

Prześledziłem wiele przepowiedni czasu liniowego. Paradoks sieci Boga otworzył przede mną harmonię Wszechświatów. Zgodność zakodowaną. Narysowałem spiętrzenia Wszech. Krotność brył i barw, a miejscami mój cień Badacza Universum. Chronię ten atlas rysunków. Leży pod dywanem, wbity gwoździami w parkiet. Okno w podłogę nowej ery.

Nie za dużo myślę o listwach czasowych? Wielość pasów odrodzenia transformuje nasze Wszechświaty. Zbliżam się do PraBoga, do Praprzyczyny. Pozdrawiam po drodze młodszego Pana, swoją własność, o którą dbać będę na wstążce błękitnej z G2V. Nie mów krytyku, że medytuję na próżno, że niepotrzebnie badam boskość nie do zbadania. Lepiej rozkracz się przed jednym z luster, krok do rozdarcia, stopy na ścianach. Nie przeszkadzaj mi więcej tą swoją niewiedzą. Od trzech lat nie ulegam opinii. Odmieniony w tamtej dobie nawijam na pióro mój los.


Kiedyś w Pruszczu Gdańskim jasny dzień stał się czarnym. Moja Anna okazała się moją siostrą. Ta czerń do dziś pracuje w moim sercu. Od tego dnia-nocy nie liczę się ze zdaniem nikogo. Poza Bogiem nie mam autorytetu. Papież, prezydent, panowie w małych ramach.

Idę w kierunku Geometrii międzyplanetarnej. Czy poznam Świętą? Zapisaną sieciowo? Odrzuciłem liniał. Ciało z piasku, śniegu, w ziarenkach, płatkach. Znikają lata. Rośnie talerz ziemi, kopiec Durskiego. Pod nim wiekuistość.

– Nie tak zaraz – zatupał o sufit Anioł Stróż granatową złością. – A nieByt!? A więcej chaosu z woli Pana? Bez początku, bez wyjścia.

Muszę zlepić dzień po dniu w czas wyjątkowy, w którym miłość nasza bez umysłowych aktów. Tylko ciała i dusze razem w blasku, w kroplach dnia.

Przestałem myśleć. Mój rdzeń zastygł.

Powinienem zatrzymać ten Czas, który pobiegł przed siebie, który zmienia przyrodę, barwy Ziemi, wielkości kosmosu. Czas mój oszalał i gna kołem w zegarze. Moment szybszy od roku. Zrozumiałem, że nawet drobna zmiana w przestrzeniach Universum może zmienić wielkości Wszechświatów w czasie przyszłym.

                    Los w koło wpięty
                    Odchylił promień
                    Ucisnął okrąg
                    Wyszło z koła kątów wiele

Który to wymiar? Nie policzę. Zbiór nowych przestrzeni. Zmarłe gwiazdy zmartwychwstają. Ugięta fala światła w jamę potencjału. Pękają siatkówki, ostatni promień. Zabarwiony blask do przenoszenia cząstek Boga.

On Sam zagubił się w czasach mniejszych, w zbiorach Ziemian. Wskazówki zegara zacierają czas obecny, czas wczorajszy. Iluzja wiecznej jaźni. A może istnieje w nieskończoność? Sprawdzę to na pewno. Nie wiem kiedy.

Dość już gadania o zmiennościach czasów. Dość pustych rozważań panów filozofów uwięzionych w czasie większym. Przeszkadza im biegunowość w myśleniu. Moje pisanie w czasie przyszłym bez asymetrii sieciowej. Utrwalam werniksem pikturalne wiersze pozbawione matrycy zdarzeń, bez noży społecznych i kulturowych.

– Określ ze mną, Asiu, naszą ekspresję w sztuce, w pisaniu. Ten eksperyment ludzkiej inżynierii. Proza twoja, proza moja gęsta, ścisła jak kamyk. Czy Bóg da nam, że będzie to zauważone? Ze zostanie w literaturze na zawsze? Czyli na sto lat? – zanurzyłem dłoń w niewidzialnych zdaniach. W garści siła wiru. Opuszki starte.

Muszę wyjść z tego myślenia. Zrelaksować się, atakując kogoś. Na przykład przywódców świeckich i kościelnych, za ten smród Ziemi, za ten odór krwi, za czerwoną planetę. A powinna pachnieć zielenią, błękitem, trawą Jutrosina, górską sosną z Bystrej.

Przycinam krótko paznokcie śmierci. Bez nich delikatnie szukam obszaru G. Rozepnę błysk pod macicą. Urodzę piorun. Znajdę wariację.

Chciałbym zaistnieć bez teraźniejszości. W granicach mojego umysłu, z kształtem ducha w białej kuli, w zapachu świateł kosmosu. A nie śmierdzieć trupem z planety wojen. Moje eksperymenty w sztuce, w interakcji sztuk. Dobre sobie, już lepiej badać G, doświadczając iluminacji. Jestem tylko bogiem multiversu regionalnego. Jestem z wami, na tym koniec.

Niepotrzebnie przeceniałem wskaźniki astronomiczne, jak mój ojciec, obliczając przestrzeń kosmosu. I to w Czasie przeszłym, Czasie większym. Źle ułożyłem wartości tablic astronomicznych. Jak mogłem tak obliczyć przestrzeń przeszłego. Głowa odbytem. Nie ubiorą jej atłas. Powinienem odejść stąd, z Ziemi, na zawsze. Trochę rozpaczy przed północą. Zawraca Czas. Z parapetu znowu świt, trzeba wstawać, przewrócić pokój. W granicach naszego czasu. Wymyślonego przez człowieka. A co z czasem dwóch Czasów, Joanno, w momencie zjednoczenia duchowego? Ta bliskość w rdzeniu jaźni wyzwala poczucie nieskończoności Czasu. Dusze we wspólnym Czasie muszą ulec przewartościowaniu. Odpowiedzieć głębiej „kim jest druga istota?“ Poznać dokładniej sieć Boga teraz, tutaj. Odnaleźć linie inkarnacji. Jeszcze przed Tajemnicą. Odrzucić powtarzalność, bezpieczeństwo powtarzalności. Nie za trudne to dla nas?

                    Struktura eteryczna rozprowadza lęk przed śmiercią
                    Lęk oddzielenia
                    Lęk nieistnienia
                    Wciąga pokój w ścianę. Przytłumiona wolność.

Umysł nieświadomy genetyczny. Umysł świadomy nasze repozytorium. Chcę być zbawicielem siebie — Mistrzem wszystkich.

Świadomość kosmosu. Życie w wielu rzeczywistościach. Wdzięczność z przepychu świata. Energia ze świata metafizycznego. Jak wydobyć z nas to wielkie rozumienie?

My w przyszłości.

Nie mam już siły na założenie drugiej skarpety.