KRZYWE LUSTRA
wersja teatralna cz. 2

Publikacja w: sZAFa No. 42/2012

 

VI.


I

Osoby:  CHRYSTUS,  JA
(Pracownia artysty malarza, sztalugi. Do łóżka, do mnie podchodzi Chrystus. Siada. )
 

CHRYSTUS    Nie spłaciłeś ojcu długu za lustro. Głębokie przeszłością. 

JA   Widzę je po raz pierwszy.  

CHRYSTUS   Pierwszy!? Okłamujesz Chrystusa!

JA   Pierwszy! Powinieneś wiedzieć, że mówię prawdę. Przecież wszystko wiesz. (patrzy w lustro, pokazuje)  Widzę w lustrze łąki. Niebieskie. Ogromnieją w niebo. W dali ojciec. Idzie do mnie. 

CHRYSTUS  Przestań oceniać Chrystusa. Wszystko wie tylko Bóg. Ja kiedyś byłem człowiekiem. Wiem więcej niż każdy z Ziemian ale nie tyle niż On. Gdzie mnie do wiedzy Boga? 

JA  Przestań tyle gadać. Czekam na mego ojca. 

CHRYSTUS  Twój ociec idzie Duchem. Zaraz będzie tu, przy łóżku. Może opowie ci o Tajemnicy? Może nie zapomniał języka Ziemian? (ojciec podchodzi do łóżka) 

JA (do ojca)  Tęsknię za tobą. Bardzo. Tylko ciebie kocham. Ze zmarłych najwięcej. Żywego też kochałem. Lecz nie potrafiłem ci tego powiedzieć.  

CHRYSTUS  Ojciec też nie potrafił. Wstydził się przed synem. Wiesz dlaczego. Nawet teraz... 

JA   Chce coś powiedzieć, chce… oderwał się od niego cień. Drugi, czwarty… gestykulują. 

OJCIEC   Chciałem być dobrym ojcem. Nie byłem. Wybacz. 

JA   Byłeś dobry. Jesteś dobry. 

OJCIEC   Nie. Nie byłem. Denerwujesz mnie tą swoją wyrozumiałością.  Powinienem wyrzucić z domu kochanka matki, a nie... 

JA  Lepiej  powiedz, jak Tam się czujesz? Jak Tam jest? Czy mógłbym Tam malować, rzeźbić?  (faluje powietrze na scenie)  Gdzie jesteś?  

CHRYSTUS   Można. Ale tylko własne grzechy. (faluje coraz silniej, szum)  

JA  Grzechy?    

CHRYSTYS   Nie męcz ojca. Nie chciej wiedzieć… 

JA   Twoje słowa, ojca słowa zlewają się razem. Wielki szum. Nie słyszę, co mówią cienie. Słyszę tylko myśli Wasze i moje. Zwariuję przez Was. (wyskakuje z łóżka) (Chrystus chce Ja zatrzymać)  Puść! Pobiegnę w przyszłość gdzie nie ma Was. Gdzie pusto. Gdzie nawet pustki nie ma.  

CHRYSTUS   A co z długiem? (pokazuje na lustro)  Zapłacisz mu? Za spłodzenie? 

JA ( krzyczy) Nie jestem mu nic winien. (rozbija lustro)  Kocham ojca, bo kocham.

 

 

II 

OSOBY: BUBU, JA, UZDROWICIEL                                        

(gabinet uzdrowiciela) 

BUBU   Podłub mu w piętach złotym drucikiem. Niech zapomni na moment, że kiedyś umrze i pożegna się ze sztalugą.  

JA  Nie pomoże mi żadna dłubanka. Śmierć w oku. 

UZDROWICIEL  Trzeba go rozweselić od pięt do chorej głowy. Zatańczy boso malując krwią gabinet uzdrowiciela. 

JA   (do BUBU) Gdzie wychodzisz Bubu? Chcesz mnie zostawić na tym stole w rękach nienormalnego? 

UZDROWICIEL  Wypraszam sobie prawdę. Proszę zwracać się do uzdrowiciela uzdrowicielu. 

JA   A, kto mu zapłaci 100 złotych !? Przecież nie ja, który żyję… Zaraz, z czego ja żyję…  

UZDROWICIEL   Zapłacisz skarpetą i trampkiem. Lubię śmierdziuchy pacjentów. Spać z nimi, jeść. A nawet...  

JA   Bubu! Bubu! Nie chcę być uzdrawiany przez tego wariata.  

BUBU   To idź sobie na ulicę Warszawską do klubu twórców. Wypić swoje pół litra, litr. 

UZDROWICIEL  W Katowicach, gdybyś zapomniał. 

JA   Ale, oddaj mi trampek artysty. Skarpetę malarza.  Lepsza ona od twoich drucików, od miłości Bubu. 

BUBU  (w drzwiach)  Co!? Od mojej… (zamyka drzwi) 

JA  (do siebie)  Odpłynęła mi z serca wesołość. Znowu boję się śmierci. Tego uwięzienia w trumnie w ziemi. Pójdę do klubu twórców. Wypić z Dudzikiem ćwierć baru.

 

 

III 

OSOBY: JA, KOLEŻANKA SCENOGRAF, KOLEDZY ARTYSCI 

(mansarda, z meblem „czarnym lwem”) 

SCENOGRAF   Zaangażowano mnie w Wyspiańskim na pól sezonu. A do dzisiaj, od ukończenia studiów dekorowałam sklepy.  

PIERWSZY KOLEGA  Opijmy twój sukces. Mam dobry bimber. A Jacek ma spirytus. Kupił za obraz bez koloru. 

JA  Namalowałem w nocy kiedy odcięli mi elektrykę. Zapomniałem o rachunkach. 

PIERWSZY KOLEGA  Zapomniał. (śmieje się) 

JA  Nigdy nie płacę. Czekam aż odetną. Artysta nie powinien płacić państwu. Artysta urzędy ma w dupie. 

DRUGI KOLEGA   Fajnie tu. ( do scenograf) Ten czarny lew. 

TRZECI KOLEGA   A gdzie resztki pierwszych chrześcijan? 

SCENOGRAF   W kuchni. Tylko ubikacja normalna. 

DRUGI KOLEGA   Można zwariować bez alkoholu, bez mieszanki. (pijemy)  

PIERWSZY KOLEGA  Opowiedz Jacku o swojej idei „Obrazki w obrazach”, ilość kompozycji w jednej. Lubię słuchać o bzdurach. 

TRZECI KOLEGA   Tylko nie opowiadaj o swoim ojcu.  Znamy te opowieści lepiej od „Teorii Strzemińskiego” 

JA   Nie przebaczyła władza Ignacemu Durskiemu to „ trzy razy NIE”. Jak byłem dzieckiem UB rozwaliło nam piece. A teraz rozwala SB. 

PIERWSZY KOLEGA   Gadaj, o swoich modelkach. 

JA  Każda podobna do mojej matki. Zgrabna i lubi wypić. Może ożenię się z którąś. 

TRZECI KOLEGA  Ożeń się z własną matką. 

JA  Ożenię się z waszymi żonami. Pokażę wam sztukę na kawaletach. 

DRUGI KOLEGA  Tak. Ożeń się ze swoją matką zmieszaną z Eisenem. 

SCENOGRAF   Przestań tak do kolegi w mojej mansardzie. W dniu mojego sukcesu. Upiję się jak scenograf. 

JA  (do SCENOGRAF, pijany) Podobasz mi się dzisiaj. Przeobraź się zaraz w kolorowy akt. W mięso dla lwa. Dla mnie. 

 

 

IV 

OSOBY: JA,  STLUMIONY GLOS,  OSOBY POUBIERANE W PIELUCHY 

(czarna brama, ciemna sień, wchodzą i wychodzą ludzie w pieluchach, krzyczą jak niemowlęta) 

JA (do nieznajomej kobiety ubranej w pieluchy) Dlaczego co chwilę wchodzisz do sieni, wychodzisz, ubrana w pieluchy. Płaczesz jak niemowlę. I inne kobiety tak płacza. Opętał was jakiś reżyser?  

KOBIETA  Tutaj UB zabawiało się  moimi dziećmi.  

STŁUMIONY GŁOS  Naszymi.  

KOBIETA  Dziećmi aresztowanych. 

JA  Kiedy urosną będą albo wyjątkowo dzielni. Albo chorzy przez całe życie... 

 

 

OSOBY: JA, MATKA, EISEN 

(pracownia artysty malarza, malarz spaceruje w kółko, wchodzi MATKA z EISENEM) 

MATKA   Daj nam na osiem wódek. 

JA   (do matki)  Znowu!?  Nie mam nawet na światło! 

EISEN   Na dziesięć. 

JA   Ani na chleb. 

MATKA  Nie masz na chleb? Artysta o którym się maluje i rzeźbi? 

EISEN   A, co to pod nogą sztalugi? (wyciąga pieniądze) 

JA   To na farby. 

MATKA Artysta powinien malować Duchem Świętym. A przynajmniej udawać, że jest blisko Boga. Udawać przed krytykami, kupcami.  

EISEN   Powinien być głodny, coraz głodniejszy. 

JA  Nie mogę pracować bez farb. Muszę też coś jeść. Chociaż papierosy. 

EISEN   Przecież masz wyobraźnię. Zeżryj w myślach wielki sznycel z jajkiem sadzonym. A potem… 

MATKA Za zdrowie matki i pana Eisena.  

EISEN  Zresztą twojemu synowi (pochyla się i zabiera pieniądze) wystarczy idea „obrazki w obrazach, ileś kompozycji w jednej”. To przenikanie głupot.