PRAWDA
fragment powieści "36 BYTÓW" publikowany w sZAFIe #53


36 bytów
Wydawca:
Norbertinum 2015

 

 

 

 

 

Wystrzelił z biurka ogień. Sumienie. Czarny blat z czerwonym słojem, żarem. Z żaru płomień niebieski. W nim prawda. Prapoczątek kreacji Stwórcy. Węzeł mądrości sercem. Najwięcej poszukujemy przed śmiercią.

               Czym jest moja jaźń, która mnie opisuje?
               Złamałem kamień
               Rozkosz z rany
               Pokłonił się głęboko
               Zakon Lyricusa

Znowu ta grupa doskonalenia. Zrzeszone świadomości inteligentnych istot poszerzających świat przez zwielokrotnienie jaźni zbiorowej na skraju ewolucyjnego skoku, skoku kwantowego. Czuję inny biogenetyczny szablon, uniwersalizm sztuk naprowadza mnie na odmienne programy nauki i zaskakujące technologie. Nauka w sztuce. Czuję prąd wirowy w rdzeniu. Nie czuję. Zakończyłem ileś transfiguracji. Wskazały mi przyszłość programów kwantowej teorii świadomości.

Skierowałem do nauczycieli międzyplanetarnych swoje obrazy, rzeźby, myślenie. Słowa skropliłem w niebieskiej kuli. W środku mojej istoty. Nauczyciel wiedzy duchowej, mądrości Wszechświatów. Głowa i dłonie otwarte dla humanoidów. Zarażam ich swą duszą. Nadduszą.

Prawda usypana spod wielu masek. Jej krzyk ogniem z pióra. Oślepiony pisarz, olśniony. Prześwieć mi twarzą maskę. Umysł powinien być rzeką w morzu. Poruszony sumieniem grzech nie powinien leżeć wygodnie nad głową. Ma nękać człowieka, gryźć jego rdzeń, jego jądro. Moja praca, moje pisanie.

Szukam prawdy najważniejszej, starej jak Bóg. Mojej prawdy w rdzeniu. Prochu ze świateł. Muszę mieć coś z Boga, aby zacząć kolejne życie. Tkwi we mnie dębina. Stoi jak Anioł Stróż.

               Prawda dębu w jego pięściach
               Kamień w słojach
               W głąb dłoni
               Ciężkość głęboka
               Korzeń w kamieniu
               Żyła światła

Z rozciętej dębiny w Katowicach, w Parku Kościuszki, wypłynął kamień wypolerowany solą. Przyniosłem go do pracowni i położyłem na biurku. Bądź tutaj stale. Przeszkadzaj Złu. Nie położyłem. Przysiadł w powietrzu jak ptak. On moim świadkiem.

Unoszę twarz przeciw maskom, wylince węża, zakłamaniu. Tłum kłamstw zasłania prawdę. Włożyłem palec w sumienie i wyjąłem. Ścieka brud z paznokci.

Z biurka światło. Światło z liter. Kasztan świeci! Światło wibracji. Rozwiewane w sumieniu.

Otwieram prawdę nieśmiertelną. Bez lęku. Boi się jej człowiek mały. Krok Anioła z ojcem moim. Prosto w noc.

W mózgu Prawdziwość. Dusze zmarłych bez kłamstwa. Prawdziwość ciężka bardzo, nie do zniesienia. Ciasno od błękitu w potylicy. Przewraca mnie do tyłu. Implozja zwojów. Na dywanie miał z mojej czaszki. Nie mam głowy, nie ma pracowni, nie ma Mariackiej, Dworcowej… Zamiast 18a dąb metafizyczny. Przeniósł się tu z Parku Kościuszki. Bada niebem i ziemią. Mocą traw i wiatru unosi mnie do Prawdy. Najlepszy lekarz. (Rozwalił dookoła pół Katowic).

Czuję się bez rzeźbiarni, pisarni bytem syntetycznym. Klonem zrobionym przez innych ludzi. Świadomość, podświadomość z nieświadomością. Zobaczyłem Prawdę. Poraża. Piękniejsza od piękna. Powinna wisieć w kościele. Albo u ciebie nad łóżkiem. Myślę, że jestem złożony z trzech bytów. Pierwszego, który jest moim ciałem. Drugiego, sygnałami galaktyk. Trzeci jest już Bogiem, w nieskończoności.

Mikrolistwa. Transformowanie Wszechświatów.

Poznaję świadomość innych cywilizacji. Dzisiaj byłem na M43. W śnieniu. Widziałem życie Ziemian. Nasze nieprawdy. Ubyło mi serca.