MAŁGORZATA
Dramat publikowany w Nowej Okolicy Poetów.

OSOBY: 

Pułkownik SB
Aresztowany – Jacek Jackowski
Aresztowana – Małgorzata Biała
Sierżant SB
Lekarz                         
 

Pokój. Na środku sceny – biurko pułkownika SB. Za biurkiem okno z widokiem na miasto. Z lewej strony sceny stolik i krzesło do którego przywiązany jest aresztowany. Z prawej strony sceny krzesło z przywiązaną aresztowaną. Drzwi.

Pułkownik  Co tam za oknem, sierżancie?

Sierżant  Z nieba stal wystaje. Niepokój domów. Nad każdym diabeł w żelaznych okularach. Odciśnięty w dymie. Na gwiazdkę dla Ślązaków.

Pułkownik  Nasz generał z radzieckiej macicy. Sierp pod daszkiem. Błyska w oku karminowo. W czole rozkaz z Kremla „Wystrzelać nocą Solidarność”. Ja bym ich dawno wszystkich... ale nasz Jaruzel łaskawca, kazał aresztować, przesłuchiwać...

Sierżant  Wjeżdżają na rynek Te-siedemdziesiąt dwa (warkot). Jeden lufą rozdarł tramwaj...

Aresztowany  Zygzaki dźwięku przed teatrem. Spektakl wojska ludowego. (śmieje się)

Pułkownik  Pogryzę ci dzisiaj ten uśmiech. Będziesz krwawił z krzesła tortur.

Sierżant  Czołgi płoszą północ, zaspy śniegu na chodnikach. Burza zimowa. Tak biało. Stanęły wokół teatru. Lufami w ulice. Sterczący na lufach blask. W każdej rurze pocisk w wolność.

Pułkownik  Widziałem was wczoraj w naszym kole. Poetów eSBe. Jesteście jedynym tam nie-oficerem. Też wam kraczą metafory?

Sierżant  Kwiczą panie pułkowniku. Sporo świń w poematach. Nawet księżyc blisko wieprzy. Błyska pełnią niby zadem. A powinien przód pokazać. Trochę liryki.

Pułkownik  Tekstów generała. Jego niepokój o państwo, o PeeReL, obaw przed, obaw o. Uwielbiam słuchać tych wystąpień gwałcąc kobiety z „Solidarności”. Z brzuchami jak ta. Dobra jest. Kocham zabijać nienarodzone. Zatłuc czyjeś życie, jebaniem.

Sierżant Prawdziwy mężczyzna z pana pułkownika. Pięść z głowy i z penisa pięść. Wyborny pułkownik do (trr).

Pułkownik  Nie tylko wojsko maszeruje ciąża-ciąża. My też tak umiemy po brzuchach. My z eSBe.

Aresztowany  Nie mów tak przy niej. Do niej. To moja narzeczona... Nie strasz kobiety w (wzdycha).

Pułkownik  Za chwilę będziecie deklamować. (do podoficera). To Jackowski. Ten poeta związkowy. Stale żartuje z Jaruzelskiego. Pokrył generała metalem. Nawet okulary. Generalskie plusy. A Kiszczaka jak ocynkował. Zamiast kłębów tylko zarys.

Sierżant  To obywatel jest Jackowski!? To pan tak (klęka) błyszczy w Katowicach. Aż do Warszawy, do Gdańska.

Pułkownik  Wstawajcie zaraz z klęczek! Jaki pan!? To poeta. Świeci czarno z biegiem Rawy. Wieszczek śląski z dupą szarą  Szare dupsko z dupą bielszą. (pokazuje na aresztowaną) Do jebnięć od tyłu.

Aresztowany  (krzyczy) (ciszej) Tylko na mnie nastawaj!

Pułkownik  (do sierżanta)

Ta do (pokazuje do jebania) to Małgorzata Biała. Zakochana w Jackowskim. I jego poezji. Też coś tam (pokazuje) w drugim obiegu.

Sierżant  Czytałem Białą. Nieźle pisze. To młody krytyk. Niby doktorantka. Rok temu wywalili ją z uczelni. Jeden telefon z Dzierżyńskiego i żegnaj doktoracie. Ale Jackowski ją pocieszył.

Pułkownik  Wczoraj mieli mieć ślub. Wesele. A są u nas, dla zabawy. Będą rzygać krwią ze śniegiem i odchodami trzeciego Departamentu.

Aresztowany  Tylko! (krzyczy szarpiąc odzież). Już lepiej weź te wiersze (potrząsa kartkami), moją sławę. Publikuj moje jako twoje. Lecz ją wypuść.

Sierżant  Tempo zdań zbyt gwałtowne. Rym uciekł. Rytm spierdala.

Aresztowany  Weź to (rzuca wiersze). Ale pozwól odejść Białej. Tu inny świat. Nie dla naszego dziecka.

Sierżant  (zbiera kartki z podłogi) Wezmę sobie trzy wierszyki. Jackowskiego. Cztery. Będę Jackowskim. Wezmę pięć. O czym to? (czyta) O kurwa. Przecież mi tego nie wydrukują. Też by mnie pułkownik zamknął. (po chwili) Musiałbym wydać poza Kołem. W ich podziemiu. Pod innym nazwiskiem. To po chuja ta zabawa. 

Pułkownik  (do aresztowanego) Nie wypuszczę aresztowanej. Przez jej ciało zastukam do twojej duszy. Będziesz śpiewać nazwiska przyjaciół. Zrobisz dla niej wiele złego.

Sierżant Każdy tutaj podpisuje na kolegów, na sąsiadów. Pan pułkownik potrafi (pokazuje jak)… Nakłonił nawet własną matkę. Aby na swoje siostry. To artysta od łamania. Mistrz Departamentu.

Aresztowana  Nie bój się o dziecko Jacku, o mnie. I ich się nie bój bandytów. Bój się siebie! O siebie! Abyś nie uległ złu. Esbecy to tylko obrazki diabła. Piekło zewnętrzne. Jego rzeźba głębiej. W każdym człowieku. Jeśli... (płacze) Ty nie możesz ulec.

Sierżant  Nie możesz (szepta śmiejąc się). Jesteś ojcem jej dziecka.

Pułkownik  No to bierzemy się do pracy. Zasłońcie okno sierżancie, zamknijcie drzwi. Na klucz. Aby nikt nam nie przeszkadzał. Ani portret generała nad miastem, jego łaskawość w dymach, ani poeci z Koła, w białym wierszu tak czerwono, ani nasz lekarz, wiecznie (pokazuje „pijany”)

Sierżant  Pijany po tym opatrywaniu opozycjonistów. (sierżant wykonuje polecenia). Rana przy ranie, kości wystają. Słychać obieg krwi. Za głośno dla nekrofila.

Lekarz (za drzwi) Pijany po gipsowaniu twarzy. Umierającym. Krew i oddech wzdyma maski.  Gips nie chce się wiązać. Za dużo cieczy w materiale.

Pułkownik  Pozamykaj, aby nie wszedł tu dzień, nie wsunęła się noc. Niech zajmie ten pokój strach. Tylko on. Niech wyjdą z kątów kąty. Ugniotę ostre w paniczną kulę. Niech stuka światło. Uderza z sufitu łoskot biały. Powieki strachem zalepione, z ust otwartych nazwiska…

Sierżant  Tylko strach. Uchwycić go i pokazać piórem.

Pułkownik (podchodzi do aresztowanego) Ale najpierw (zmienia głos) pogadajmy jak poeci. (przysiada się do aresztowanego) Chcę się z tobą zaprzyjaźnić. Pisać razem. Mógłbyś z nami współpracować. Podziemie podziemia. Jackowski w podwójnej masce, z kieszeni złote łańcuchy. Spróbuj. Między maską a maską giętko przesuwa się język. Trudniej między maską a twarzą. Dlatego trzeba mieć sporo masek. Tysiąc. Zachwyci cię ta gra. Tylko dla inteligentnych. Dla nas, poetów! Gra ludźmi, którzy w coś wierzą. Mają idee. Jeden taki wczoraj umarł. Aktor. Na tym stołku ghh. Wolał ghh, niż powiedzieć na synową. A ona wszystko wykrztusiła, nie musiałem nawet gwałcić. Wykaszlała, i na siebie, i na teścia. Kiedy konał, tracił światło, puściliśmy mu ten kaszel. Aby wiedział konfederat, że umiera niepotrzebnie. Prosto w czoło sześćdziesiąt dB. Zamknął oczy bez rozkazu, trup idei. Trup wspaniały. Chociaż jeden, ale trup. Do salonu pustych trumien. Bardzo pustych. Że, aż ciasno od bardzo”. Jeden bohater na tydzień. A tchórzy? Chcą żyć w ludowej. Zawsze wychodzą na stronę. Do wuce. Do naszej ubikacji. Bezpieczeństwa. Ich słabość, fuj (pluje) gorsza od przemocy. Sik ze strachu (macha ręką). Leją sobie po butach. Sznurowadła z moczem.

Sierżant (do widowni)  Ilu z was tak lało (pokazuje sikanie) z boku. W bok ojczyzny, matki naszej? W bok Chrystusa? Ilu otrzepało szczyny w naród. A teraz każdy dzielny. Przed synami i córkami. Udaje mężczyznę w rodzinie. Ojciec bohater. Dostał w pysk od zomowca, bo szedł chodnikiem, kiedy tamten spacerował. Ale żony pamiętają, jak chowaliście się w kościołach. Narażając ludzi w kruchcie.

Pułkownik  Przestań tak gadać do ściany. I to w innym czasie. Co sobie pomyśli nasz poeta? (trąca łokciem aresztowanego) Nie będzie chciał współpracować z  upośledzonymi. Z trzecim Departamentem. Tylko z szóstym. I z kim będę wiersze pisał?

Sierżant  (do sali) Kto z was zginął w tamtych latach? Kogo duch tu siedzi!? (cisza) Nie ma zmarłych bohaterów. Wszyscy... (pokazuje na salę).

Pułkownik  Zamknijcie się kurwa w końcu. Pozamykajcie wszystko jeszcze raz. Chcę rozmawiać z Jackowskim. Moim przyjacielem. Moce umysłu nad czołami. Zrosną się w jeden poemat. Równość rymu wojskowa.

Aresztowana  Szczur pysk ostrzy. Chce zarazić Jackowskiego. (śmieje się)  Jackowskiego! (cicho) Z „Białych Brygad”. Prędzej kryształ zapaskudzi. Poezję.

Pułkownik  (do aresztowanego) (stuka się w czoło)

Możesz teraz się urządzić. Razem z żoną. Jesteś nam potrzebny. Bardzo. Żona też się przyda. Nikt z opozycji się nie dowie. Nikt nigdy. Tylko… (pokazuje na aresztowanego i na siebie) Mamy już dla ciebie pięć pseudonimów. Napiszę. (pisze) Sam wymyśliłem. Przeczytaj. Pełna (uśmiecha się) konspira. Interesują nas prowokacje wśród literatów. Najbardziej w kołach młodych. Tam sami gniewni. Szurają liternictwem. Trzeba młodzież podjudzić, a potem (pokazuje zgarnięcie). Wy Jackowski jesteście dla nich (pokazuje rękami autorytet). Powiedzą wam wszystko, nie tylko wierszem. A i piękna żona też może prowokować.

Sierżant  Pozamykałem. Ściany bliżej. Ciasno.

Pułkownik Nie mówię, abyście byli z nami w głębi duszy, nie. No bo, po co? Bądźcie dla… (pokazuje palcami pieniądze) Grajcie z nami Jackowski. Przy was, (śmieje się) to nawet o duszy myślę. O zamarzniętym ptaku. Zdziwiłby się generał. Jeden i drugi. (po dłuższej chwili) Grajcie dla waszego dziecka. Aby miało więcej, niż dzieci z Szopienic.

Sierżant  Zupa z wody dla Ślązaków, chleb rozmiękły z dymem gęstym. Obręcze z czarnego kota.

Pułkownik  Zostawcie tę biedę. Niech jeździ tramwajem. Pracuj dla nas kolego, to dużo zarobisz. Za kwartał samochód, a za rok em pięć. A do mieszkania, od Departamentu, takie meble (cmoka w palce), elektronika

 Aresztowana  Nie słuchaj! To diabeł. Podłoga kołuje. Krzesło chodzi. Z nóg drewnianych cienie węży. Znak (pokazuje głową w górę) dla słabej. Dla silnej. Trzeba walczyć dla narodu. Wielkie słowa z małych ust. Ale wolność dla każdego. (cicho) „Białe Brygady” poprowadzą”.

Pułkownik  …i talon dla Jackowskiej do rzeźni eSBe. To jak?  Jesteś z nami? (podsuwa papier i pióro)

Aresztowana  (do dziecka w brzuchu) Nie bój się. Nie kop tak mocno. Twój ojciec tego nie podpisze. To Jackowski! I matka nie podpisze. Nie będziesz synku kurwysynem.

Pułkownik  Nawet księża podpisują. Dla swoich dzieciaków.

Aresztowany  Nie! (zrzuca kartkę ze stolika) (huk) Na brzegu dłoni honor. 

Pułkownik  Honor? A co to takiego? Opisz językiem fizyki. (aresztowany milczy) Twój honor, to dłoń bez cienia. Nie ma jej. Nie istnieje. 

Aresztowany Jest, jest. To dłoń poety (pokazuje) z czystą jamą. Pięść okryta marmurem. Kamień wolności. Skała w tysiąc masek. Twoich, waszych.

 Pułkownik  (do sierżanta) Na tej linii, tu (pokazuje palcami na stoliku) chodzi śmierć jego dziecka, a on pieprzy o honorze.  Na rynku stoi śmierć, wzdłuż granic miasta śmierć. Liczy lufami opozycje. A on…zwariował Jackowski w kaftanach. Przy nim, to nasz lekarz normalny.

 Sierżant  Upadła z takim hałasem. (pokazuje na kartkę) Z papieru dłoń, palce. Zwyciężymy. Widzi to pułkownik?

 Pułkownik  To już dwóch ff (pokazuje wariatów). Z jedną ff. Troje ff i normalny oficer.

 Lekarz (głos za drzwi)  Moszna cała owrzodzona, aż do dziąseł. Czerwone ściegi krętków bladych. Haft naszego Departamentu. 

Pułkownik  Wylazł znowu z izby tortur. 

Sierżant  Trochę znudzony. Ileż można tańczyć z aktorem- denatem. Ile kopulować z synową denata, denatką. Pan pułkownik, to obcuje z żywymi kobietami. I chociaż, podczas (pokazuje stosunek), każda ghh… trupy z krzeseł (pokazuje zwisanie). To do orgazmu pułkownika prawie normalność. Płacz gwałconych, krzyk w źrenicach. Lęki w lęku. Przed tym światem i... tamtym. 

Lekarz (przez drzwi)  Wokół pasa oficera… 

Pułkownik (podbiega do drzwi) Odmaszerować!! (uderza pięścią w drzwi)  

Lekarz  …wrzód przy wrzodzie… 

Pułkownik  Do prosektorium! Tam jest obiad z salicylem. Zjeść… 

Lekarz (przez drzwi) I plecy we wrzodach. Do szpary odbytu. 

Pułkownik (otwiera drwi, słychać uderzenie) Won… gdziekolwiek! 

Sierżant (wychyla się na korytarz i podpowiada lekarzowi) Odlejcie pośmiertną maskę  z tego kapeeonwca. Dużo masek. Na karnawał Departamentu. 

Pułkownik (trzaska drzwiami, drzwi odmykają się, biegnie na środek sceny)  Tu jest coś?! Tu… (depcze kartkę) (sierżant zatrzaskując drzwi uderza się nimi) 

Aresztowana (śmieje się) Z głowy tylko kąt Campera. 

Sierżant  Nie rozumiem, ale rozumiem, że chcesz mnie wkurwić. No to wkurwiłaś!

 Pułkownik Tu?! Czyjeś palce?(depcze kartkę)  Teraz, to już tylko papier. Do podpisu. Dołek z drewna. (zaczyna tańczyć nad kartką) Potem dół z blaszanych płatów, osuwisko...  

Sierżant  Dożywocie.  

Pułkownik  Nie słuchaj sierżanta. Pierdnął prosto, bez przeniesień. 

Sierżant  Uderzyłem się przecież (pokazuje drzwi). Gwizd w skroniach.  

Pułkownik  Popatrz Jackowski na pułkownika, w tym. (zarzuca kaftan). Wariuję dla ciebie. Abyś zobaczył, że tak łatwo udawać. Nawet ff oficera. Bawmy się tak, w Ludowej i zarabiajmy na udawaniu. Masz tu nowy formularz i podpisuj natychmiast, a jak nie…  (idzie tanecznym krokiem do aresztowanej) Kupiłaś już pieluchy? (tańczy przed aresztowaną) Nie ma w sklepach? Nie martw się Biała. Dam wam wyprawkę z puli eSBe. A potem co kwartał paczki dla małego, dużego. Nie pójdzie do wojska, ale na uniwersytet. Będzie się kształcił i zarabiał. (w tym czasie sierżant aresztowanego, żeby podpisał, aresztowany odmawia, pierwszy wciska kartkę, drugi odsuwa, tak kilka razy) Dobry student etnolingwistyki. Język za językiem. Dowie się o czym myślą naukowcy w PeeRLu. A jak będzie debilem, to pomożemy zdać na prawo. Załatwimy magisterium. Nasz Departament zawsze potrzebuje kilku upośledzonych. Na sędziów. Do sterowania przez prokuratora. Twój syn…  

Aresztowana (rzuca się w kaftanie) Diabłem jesteś. Wyjątkowym! 

Pułkownik (dotyka aresztowanej) Powtórz, proszę, wyjątkowym. Może (w domyśle szatanem, śmieje się szatańsko)          

Aresztowany Zostaw ją! 

Pułkownik Zaczyna się niepokoić. Głos mu ucieka, odchodzi bohater. Jackowski od Jackowskiego. Żegnaj bohaterze. (kłania się tańcząc) Ale kim jest ten Jackowski, który został w przesłuchany? Czym? Pieśnią, czy pierdem? Związaną, rozsnutym. 

Aresztowany (do siebie) Trzeba nad tym się zastanowić. Napisać dramat… Wysokość, małość blisko siebie. Krok jeden i … inny księżyc w mózgowiu, w twarzoczaszce. Pasie zęby poezją. 

Aresztowana  Pisz ten dramat, o nas wiernych i o zdrajcach. Całuj ojczyznę głęboko, z językiem. Zaboli w ustach, słowach miłość wielka, śmieszna. Zrób to prędko dla narodu, o narodzie zbuntowanym. Między wiarą, a nie wiarą postaw wieżę do zdobycia.. Niech syn nasz idzie po murach. Naród… A ty esbeku, gdzie („gdzie” niewyraźne „siłuje się” z pułkownikiem) … z łapami? (odpycha ręce) Do kogo? Do mnie?! Jego macaj. Pasujecie do szubienicy. Dwóch zdrajców.  

Sierżant  Ona chyba nas obraża? Ja zdrajcą, pan zdrajcą. To kim jest generał? Minus w plusach?  

Pułkownik  (obmacując aresztowaną) Rozepnę ci piersi do żeber, do serca. Pomieszam skurcz z rozkurczem. Będziesz wariować na pułkowniku. 

Aresztowany  Odsuń się (krzyczy) od aresztowanej. Bo zabiję ciebie łyżką… siebie. 

Pułkownik  (obmacując aresztowaną) Twój narzeczony chce mnie ghh…łyżką (śmieje się) Żeby chociaż widelcem… 

Aresztowana  Zostaw! (odpycha ręce pułkownika) I tak Polska będzie wolna. Zwyciężymy! A dla zdrajców…  

Sierżant  Spadniesz pod krzesło. Z wypierdoloną... 

Pułkownik  Troszku radzieckiej!  (tańcząc nalewa z butelki na stoliczku do dwóch szklanek alkohol) (chce dać jedna aresztowanej)  

Aresztowana  Zamilcz! (podnosi ręce, krzyczy) Wywołuję teraz Boga. (cisza) (opuszcza ręce) 

Sierżant Widzę tylko Jackowskiego! W jakimś teatrze. Mówi… o nas. „A jest ich w Polsce ponad milion. Zdrajców! Za dużo tego, by powiesić. Nie ma narzędzi ani dołu. Przyjdzie nam żyć ze zdrajcami. Budować z nimi wolną Polskę.” To ja, sierżant. Tutaj!  (wypatrując, kiwając dłonią wchodzi przypadkowo na tańczącego,  pijącego ze  szklanki pułkownika. Ten krztusi się) (sierżant, podaje pułkownikowi butelkę) Więcej radzieckiej? Ta zamrożona, stoi na pogodę. 

Pułkownik (cały czas kaszle, dusi się)  

Lekarz  (uchyla drzwi) Rozkleisz tkankę łączną. (zamyka drzwi) 

Pułkownik (wypija z butelki, krztusi się jeszcze bardziej)

 Lekarz  Luźne kupy mięsa, dźwięku. Nie będzie pułkownika... 

Aresztowana  Tylko zło. 

Sierżant (podaje inną butelkę) Sam spirytus. Moskiewski. Pochód majowy na ścianie.

 Pułkownik (wypija, bezdech, po dłuższej chwili) O, kurwa. (krztusi się dalej)

 Lekarz  Mam amputować maskę z głową? Zasmrodzi nam areszt. 

Aresztowana  Może zatruć miasto. 

Pułkownik  O, kurwa. Zabiję dzisiaj wszystkich. Nawet generałów. Ale najpierw ciebie Jackowski. (wyciąga z kabury pistolet, biegnie do aresztowanego i strzela mu w czoło, ślepym nabojem) (krzyk aresztowanej)(długa cisza). Żyjesz poeto? (śmieje się trącając aresztowanego). Zaczynamy przesłuchanie.

Sierżant   Szyja w piersiach pogrążona. Schował jabłko w klatce żeber. Owoc w płucu. 

Lekarz (wchodzi) Pracowałeś na psychiatrii? Z lekarzami-wariatami? Oni też tak do pacjentów. 

Sierżant  Jestem poetą jak pułkownik. Spotykamy się często w naszym klubie (z naciskiem) oficerskim. Czytamy. Nie tylko Jaruzelskiego, ale i Szekspira. Tak Szekspira! Najchętniej o tym czarnuchu. Jak Murzynów robić na szaro. 

Pułkownik  (trącając aresztowanego, bezwładny)  Przesłuchanie… (pokazuje, że oddycha) 

Sierżant  Może zawał. Sinosiny… 

Pułkownik  Zobacz doktorku, co z nim. Muszę go…  

Lekarz  (bada) Poklepała śmierć po plecach. Skurcze serca dodatkowe. Ale można przesłuchiwać. Wykraść poemat. Dam mu coś mocnego. Wynicuje na usta żołądek. Będzie trawić przed pułkownikiem kulę z bibuły. 

Sierżant  Otworzył oko. I zasnął z otwartym. 

Pułkownik  Kurwa! Śpi po tych zastrzykach? 

Lekarz  Co za organizm? Nie spotkałem takiego w życiu. 

Pułkownik Zrób coś, żeby się obudził!

 Aresztowana (głaszcząc brzuch, mówi cicho) Spokój, spokój, nie zabili. Tatuś żyje. Wystraszyłam synka krzykiem. Zatrzymał się strumień naszej krwi. Pomyślałeś, że ojciec... Wybacz mi miłość do niego. Kocham was obydwóch. I (jeszcze ciszej) ojczyznę. Tak jakoś razem. Przeproszę ciebie za ten hałas. Jak się urodzisz. Za miesiąc.

Szarpią aresztowanego. 

Pułkownik  Nazwisko Jackowski!? 

Sierżant  Słodko zasnął po tym phh. Nasz poeta… największy… (klęka) nad Rawą. Śląski, polski… jaki jeszcze? Pan nie klęka przed Jackowskim? Pan przewodniczący Koła poetów? Trzeciego Departamentu?  

Pułkownik   Milczeć kurwa dłuższą chwilę. Całuj go zaraz po kolanach.  (sierżant się waha) Tak… (całuje głośno powietrze) Całuj levisy największego. Ssij! Ale cicho. Cichooo! (wrzeszy) 

Lekarz   Przebudził się. A już chciałem dać mu zastrzyk. Radzieckiej.

 Sierżant (całując) Rozgląda się po przesłuchalni, po sobie. Patrzy na Białą.

Aresztowany Znowu jestem w kącie nocy, w kostiumie PeeRLu. Lecz dalej wierzę w Boga. Jego gniew... czarny… (gaśnie światło).

Pułkownik  Główny korek wypierdolił.

Lekarz (po ciemku)  Na każdym piętrze przesłuchują. A i ja zostawiłem zapalone w prosektorium. Nie wejdę tam po ciemku. Szepty z każdej strony.

Sierżant  Ja też coś słyszę… słyszę Boga! Tak Boga, Jego głos…

Pułkownik?  Mówi po polsku?

Sierżant  Mówi tak, że rozumiem… widzę Pana. Jest, tu! Jest! Chociaż uczą, że … Stoi, w drzwiach. Jak człowiek. Podobny Jackowskiego.

Pułkownik  (ze śmiechem) A do mnie nie?

 Sierżant  Bóg, czyta wiersz.

 Pułkownik Z innej konstelacji? (ironicznie)

 Sierżant Bóg poeta.

 Aresztowany  (usiłując klęknąć z krzesłem)  Boże nie mogę nawet się przeżegnać, ale błagam, (upada z krzesłem na kolana) zabierz zaraz polskich katów. W podróż czarną. Daleko…. jak najdalej. Bądź Bogiem sprawiedliwym. Zabierz stąd esbeków. Do nikąd. Niech nigdzie nie straszą.

 Sierżant  Pułkowniku! Pułkowniku! Nad panem obwiednia purpurowa. Wokół… (zapala się światło)

 Pułkownik  No, to możemy trącić radziecką. (wypija z lekarzem, ze szklanek)  Zaraz luźniej między maskami. Włożysz tam pluskwę i słuchasz o czym milczy Jackowski. O czym? (szturcha aresztowanego) Pluskwa słucha.

Lekarz  Pogryzł znowu jakiś adres. Widzę numery na wargach. (już mocno pijany) 

Aresztowana  Nie wyda nikogo. Ani słowem ani milczeniem.

 Pułkownik  Chcesz sprzedawać ciszę stojąc? (aresztowany stoi z krzesłem).  

 Lekarz  Chciałby do narzeczonej. Objąć Białą…

 Aresztowana  W pokoju piekła.

 Lekarz   Bronić przed nami. Nadmiar zębów rozepchnął mu dziąsło. Kieł pod okiem.

 Pułkownik  Niech wyje z desperacji. A nuż nam coś… o Białej (słuchają)

 Sierżant  O Białych.

 Pułkownik  … zaskowyta. Dziennik intymny.

 Lekarz  Czyżby wypluł jabłko z krtani? Wystającego Adama. I nie słychać epigramatu o PeZetPeeR.

 Aresztowany (przesunął się trochę do aresztowanej)

Wierzę w Boga i w ciebie. Tylko w Was dwoje, Małgorzato. Jesteś oparciem na tej Ziemi. Spod twoich stóp mój świat.

 Aresztowana  Oby dobry był. Dla pisarza. Ze skał wielu kamieniołom.

 Sierżant Oni mówią jak piszą. Chcę też tak mówić jak Jackowscy.

 Pułkownik  Toście sobie powiedzieli. Zakochana z zakochanym. A co dla nas? Dla Departamentu.

 Sierżant

Ujrzałem dzisiaj... (żegna się) 

Pułkownik  Bóg twój powstał z twoich myśli.  Ciemnych, pogmatwanych strachem. Myśli tchórza, który boi się sam siebie, swojego zła, swojej siły. Chce mieć Kogoś nad tym wszystkim,  super moc. Aby mordować w imię jego, jedynego. Zrzucać z nieba atom. Tren cieni.

 Lekarz  Za dużo środków wymyślają. Biologicznych…

 Sierżant  Nie rozumiem pułkownika. Ja, tchórzem? Ja, sierżant eSBe od robot ghh. Ja, który ukatrupił czterech opozycjonistów. Wyszli z domu, nie wrócili.

 Lekarz  Broń ta gorsza od atomu. Czytam o niej w prosektorium… moim trupom…

 Pułkownik  Z podobnych myśli honor. Potrzebny słabemu do zabijania. Bez odpowiedzialności.

 Lekarz  …o laseczkach wąglika, o ospie prawdziwej… 

Pułkownik  Będzie mordował dla honoru. Ty (do sierżanta) katrupisz dla pieniędzy. Nie jesteś tchórzem. Ale za często odrealniasz…tą metafizyką.  

Lekarz  Czytam im też o broni chemicznej. Nie tylko obcuję.

 Pułkownik  Dla honoru! Bóg już nie wystarcza słabym. Jeszcze honor dla lękliwych! A może jeszcze ojczyzna? To ja jestem moralny. Ja, pułkownik! Nie zasłaniam się niczym. Po prostu lubię zabijać, mordować. Och, jak lubię… 

Sierżant  (do widzów) Mówi teraz  jak filozof. Jeszcze, kurwa, nie powiedział. 

 Pułkownik  …gwałcić kobiety i ich nienarodzone. Patrzeć na ich strach. Strach! Uwielbiam niszczyć…

 Aresztowana  Bóg to słucha!

 Pulkownik… piękno, kruchą doskonałość. Mój ojciec to lubił, generał UBe. Często zakładał na penisa nasadkę. Aby wejść do macicy. W płód. To. (wyciąga z szuflady) Ja też zakładam. Też będę generałem. Jak Wojciech dostanie buławę. 

Lekarz  Lepiej… 

Pułkownik  A co z honoru ma Jackowski? Co? Z dupy drewniana korona. (pokazuje na krzesło) 

Lekarz   Lepiej tak nie mówić. A jak Bóg istnieje? Z Jackowskim, też mógłby pan delikatniej. Kiedyś może być górą?

 Pułkownik  Górą?! Kiedy!?

 Lekarz  No, nie wiem. Kiedyś.

 Pułkownik  Kiedy, kiedyś?

 Lekarz  No…

 Pułkownik  Co, no? Gadaj, co teraz myślisz? W tej, chwili. (cisza) Że będzie kiedyś Polska o jakiej marzy „Solidarność”. Polska suwerenna. Tak myślisz doktorku!? A Związek Radziecki to chuj.

 Lekarz  Myślę teraz o czymś innym.

 Pułkownik  O czym?

 Lekarz  A nie dostanę z kłęba?

 Pułkownik  Mów jak ojcu, co pod czaszką.

 Lekarz  To ja jestem moralny. Bo żyję z trupami. Nie mam potrzeby zabijania. Nikogo. A nawet, gdyby, to nie mógłbym, bo już nie żyją. Jestem najmoralniejszy w Departamencie. Naj!, w Służbach Bezpieczeństwa.

 Sierżant (cicho)  Coś mnie w kogoś… (pokazuje przemianę) 

Pułkownik  No to, doktorku, postawimy ci pomnik w Katowicach. Od eMeSWu za pieniądze „Solidarności”. Ale najpierw zrób zastrzyk poecie, aby zaśpiewał, gdzie go drukują. I gdzie drukują Barańczaka. Pomóż śpiewać Jackowskiemu o adresach lewych drukarń. 

Aresztowana  (do siebie) Prawych! 

Sierżant  Zamieniam się w ministranta. Proszę o dzwoneczek.  

Pułkownik  Już nie zmienisz się poecino. Podpisałeś ze Służbami. Na zawsze. Nie jesteś na miejscu Jackowskiego. Możesz wprawdzie chodzić, biegać, ale na rozkaz. Na komendę. Nie wolno ci, no wiesz, odejść od nas. Pierwszy bym przechwycił ciebie – i do szamba. W piwnicach budynku. Rozkładają się tam trupy związkowców i tych od nas, którzy nie wytrzymali pracy w Departamencie. Którzy, chcieli zostać ministrantami. Często mieszam w zgniłych drągiem. Odór z szamba, (macha ręką) lepszy jest od woni… przesłuchiwanych. Nie każdy jest Jackowskim, nie każda aresztowana taka (pokazuje). Zwykle wszyscy śmierdzą strachem. Na szczęście podpisują  po dwóch minutach. Do trzech. Albo za podroby z rzeźni eSBe, albo za nic. A my sierżancie mamy wszystko. Od Układu Warszawskiego. Nie będę wymieniał tylu darów. Ciesz się, że jesteś po tej stronie, po właściwej. Zwycięzców! Że możesz… no co możesz!? 

Sierżant  Mogę mieć kobiety, za darmo, setkami… 

Pułkownik   I możesz, te najlepsze ghh. Bo masz mundur ludowy, a nie kaftan. Po chuja Ci jakiś Bóg? (zwraca się do Jackowskiego) Powiedz jak to jest w kaftanie. Powiedz poeto związany. Usiadł ci w skroni pająk, a ty nie możesz pstryknąć palcem. Zadeklamuj ten wiersz o Jaruzelu, a rozwiążę ci ręce. Na kwadrans. Będziesz mógł pstryknąć w pająka. (pokazuje pstryk). I wypić kilka szklanek wody. Nie miałeś w ustach nic od wczoraj. A może po deklamacji wypuszczę Białą? (do aresztowanej) Chciałabyś iść do domu, nie zgwałcona? Z żywym brzuchem. Urodzić małego Jackowskiego. Szczenić dalej opozycję. Nową Solidarność. Puszczę Ciebie za dziesięć adresów waszych drukarń. No, za osiem. Nie mów mi tylko o drukarni na Mariackiej, pod osiemnastym. Wiem już, kurwa, o niej. Wiem. Ale jeszcze nie (pokazuje zamknięcie). Muszę wiedzieć gdzie kolportują. To co wychodzisz za adresy? 

Aresztowana  Odwal się, ty chuju. Odwal owrzodziały. Też potrafię nie elegancko. Masz mnie internować. Bez straszenia.

 Pułkownik  Oj, pomacam twoją Białą, oj.

 Lekarz  Nalać? 

Pułkownik  Zabierz to, zostaw. Sobie też nalej. 

Sierżant  A sierżantowi? 

Pułkownik  (do aresztowanego) Zabrałeś mi pół godziny odrzucając propozycje Departamentu. Ile jeszcze mi zabierzesz? Ile tu będę jeszcze siedział? I pił, prosząc o jeden poemat? Ile, kurwa?  Przez ciebie, ani boksu nie pooglądam, ani żony nie pobiję (uderza aresztowanego pistoletem). Wrosłeś w krzesło z ideami, z własnym gównem. A ja muszę, to gówno…(uderza aresztowanego pistoletem), to twoje gówno (uderza pistoletem) wyrwać z ciebie, (uderza) iiii opisać. 

Aresztowana  Zabijesz człowieka.

 Pułkownik  Oczywiście, że zabiję. Po to jestem. Ale najpierw ciebie zgwałcę. Dziecko wasze.

 Aresztowana  Zemsta Brygad będzie straszna...

 Pułkownik  Brygad? Opowiedz o nich. A już więcej nie uderzę. Kto tam? Inteligencja, czy robotnicy? Uzbrojeni? Czy też pierdolą pokojowo. Opowiadaj, a wypuszczę was na pewno. Dzisiaj. Pójdziecie jutro do kościoła. Wziąć ślub dla zakochanych. Zresztą (do siebie, ciszej) zawsze mogę aresztować.

 Aresztowana  Powieś się na tym haku. Mocno drażni. Dyndaj gnijąc cały grudzień.

 Pułkownik  Ach tak…(uderza pistoletem aresztowanego)

 Sierżant (całując) Boże, ujrzałem dzisiaj Boga. Znowu jestem ministrantem. Kadzę na mszy.

 Pułkownik  Jesteś podoficerem eSBe. Trzeciego Departamentu. Nie pozwolę abyś… (uderza aresztowanego)  

 Lekarz  Znowu dostał zdrowo. Próba kości wysiłkowa.

 Sierżant (całując) Próba twarzy.

 Lekarz  Kości całe.

Sierżant (całując)  Nie o takiej twarzy myślę.

Pułkownik  A o jakiej kurwa?

Lekarz  Ten wasz sierżant dziwny trochę. Ulega także Jackowskiemu.

Pułkownik  Niech ulega. Tylko w miarę. Lustrując zachwyt. Ja też mu ulegam (pokazuje na Jackowskiego) Zauroczył mnie ten chuj. Ale nie do końca. Kontroluję ach, w sposób prosty. (pokazuje pistolet). Jak za bardzo podziwiam, to… (uderza pistoletem aresztowanego w głowę) i znika zachwyt dla Jackowskiego.

Aresztowany  Strzelaj ostrym. Zabij. Lecz jej daruj. Strzelaj tu (pokazuje) W napięty środek potylicy. Usłyszę wybuch? Poczuję? Za poświatą sunąca ciemność. Czerń labiryntu. Zajdzie ziemia. Potem światło. Strzelaj! Twardnieje kark w metalowy kloc. Polska teraz ołowiana.

Pułkownik  Ulegając innym w miarę, poznajesz własną odporność na świat. Poznajesz też czyjąś siłę, a więc i słabość. Ty, na przykład, zupełnie, nie boisz się zmarłych, lubisz z nimi godzinami, kopulować. Jeść niektórych. A przed bratem, żywym bratem, masz cykora. Chociaż, to miły alfons. Węszy dla mnie na Mariackiej, na Dworcowej, gdzie kolportują Jackowskiego. No, i lubi wypić (pokazuje wypicie) z pułkownikiem. Radziecką. Z wron czarna mgła. Chciałby, żebym ciebie ghh. Wszystkich nekrofilii.

Lekarz  (do widzów)  Tak brat bratu? Pierwszy bliźniak na drugiego? Wyszedł.

Pułkownik  Nie ma świętych. Z człowieka, tylko człowiek.

Sierżant  (z kolan do widowni) Tyle ludzi za tą ścianą. Jacy jesteście? Jak on? Jak ona? (pokazuje na aresztowanych) Czy, też jak… (pokazuje na pułkownika)

Pułkownik  Baczność! (sierżant przestaje mówić)) (pułkownik do lekarza) Znając doktorku twoje lęki, twoje moce, mógłbym łatwo zmusić ciebie…  na przykład do zjedzenia mojej żony. Pułkownikowej z nadwagą. Mógłbym manipulować, grożąc lekko, że zatrudnię twego brata w naszym Departamencie. Brata jako anioła stróża w prosektorium. A ten sierżant ulegając Jackowskiemu znajdzie jego słabe strony. „Solidarność”, katolicyzm, i jeszcze słabsze, naród, Ojczyzna, Bóg. I opowie o nich. Przed kolejnym przesłuchaniem.

Lekarz  Nie zrobiłby pan coś takiego. Takiej krzywdy doktorowi. Kazać zjeść pułkownikową. Samo tłuste!? Nawet pan… yy… Przepraszam, za nawet.

Pułkownik  Nie przepraszaj za uczucia. Wiem, co o mnie myślisz, ty… kanibalu. (puka lekarza w czoło) Nie zapomniałem, co gadałeś za drzwiami. O mojej rzeżączce. O wrzodach. Zapamiętam, to dość długo. Masz tu z kłęba nim… zapomnę. (uderza lekarza ręką)  Zapach gwiazd nad Śląskiem. A ty, spocznij. (do sierżanta) Głupio wyglądasz na baczność.

Sierżant (o Jackowskim) Znowu podobny do Chrystusa. W oczach światło, z dłoni światło.

Lekarz  Jakiś prąd z Jackowskiego. Niebieski z granatowym cieniem. Ruchomy zapis bólu. Zmieni literaturę. Powycinam (wyciąga z ubrania skalpel)  na maskach trupielców (pokazuje palcem w podłogę) jego twarz. Pooblewam wyrzeźbienia. Chlust szary w krwawość. Słone w słodkie.

Pułkownik (śmiejąc się)  Tryskasz w pokrojonych? Pod górą piersi, rzeka spermy.

Lekarz   Nacinam gardło bez metafor. I w szept. W tunel z głosami.

Pułkownik  Umrzesz w naszej poliklinice. Na pasach. Pielęgniarze ci pomogą.

Lekarz  To pułkownik tam ghh. Z siatką na mózgu. Opasany płótnem. Poruszył pan we mnie zło. W każdą stronę. Wypełnia moje ja. Tutaj, tutaj, wszędzie.  (pokazuje na głowę, piersi i…).

Pułkownik  Przesadzasz nekrofilu. Jestem złem, które porusza twoją nikczemność. Twoją!

Aresztowana  Padlinożerca po akademii medycznej.

Lekarz (z radością) Doktor padlinożerca.

Sierżant  Ale zło nie ruszy Jackowskich. Założę się z pułkownikiem. Stawiam wszystko, co mam.

Pułkownik  To nie wiele.

Sierżant  Co mam, i co chciałbym mieć.

Pułkownik Lepiej załóżmy się o zdrowie kanibala. Że w tym miesiącu wyląduje na psychiatrii. Stawiam mój nowy samochód.

Lekarz  Założyłeś się o Mazdę? O swojego „japońca”!? Myśląc o… (dotyka siebie wzruszony) Zjadłbym ciebie z rozkoszą, nawet żywego, teraz, abyśmy… (pokazuje bliskość) Chcę być tu (klepie krocze) pułkownikiem Departamentu. Jebać, i jebać. Tym niedużym. Niestety raz na tydzień. Lecz u doktorów z innych klatek (klaszcze z uciechy) brak erekcji. Nic, a nic. Od prostaty w dół bff… (pokazuje)  fąfel śmiechu. Wykończeni pracą w Departamencie. Pomaganiem w zabijaniu. A ja, anatomopatolog… (pokazuje wała)

Pułkownik  Podziękuj za… (pokazuje wała) pułkownikowi. Podglądasz mojego chuja, codziennie, to możesz, z podpórką. Moja męskość jest wspaniała. Dla opozycji. To (klepie się po kroczu)  dla aresztowanych kobiet. Nie mógłbym żyć inaczej. Być poetą bez gwałcenia, oficerem bez mordu. Jakimś pracownikiem cenzury, drobną kurwą z wytycznymi. (przykłada sobie pistolet do skroni) Zastrzeliłbym się na pewno. W lustrach pułkownikowej..

Aresztowana  Zakrztuś się! (pułkownik szybko odejmuje od skroni pistolet)

Pułkownik  Nie mógłbym bez ghh. To moje życie. Moje zdrowie. Ale dosyć o pułkowniku. O jego konieczności. Musimy coś tu...  Jackowskiego (pokazuje magnetofon) Śmiać się będą z pułkownika, że nie…ych poety. „Mistrz nam zasłabł w izbie tortur.” „Trzeba mistrza zdegradować. Zabrać mu ten samochód.” Proszę Jacku, zaśpiewaj swój życiorys. Zanuć to do magnetofonu. „Grundig” czeka na twoją biografię. (cisza) Poety „Solidarności”! (cisza) Tak wyglądasz po pierwszym przesłuchaniu. (pokazuje lusterko). W oczach czerwono. Wylew z siatkówek, aż do źrenic.

Lekarz   Wchłonie się do ciałka szklistego. W widzeniu duży paproch. Czarny kłąb. Będziesz czytać opuszkami. Ślepiec z książką, białe wiersze, czarne strony.

 Pułkownik  Ten wylew, to od uderzeń, czy z nienawiści? (zagląda aresztowanemu w oczy) Spore odłamki metafor. Plują jednym obrazem „Ubić pułkownika.” Zamiast strachu wściekłość. Jesteś mężczyzną Jackowski. Marnujesz się w kaftanie. Nie chcesz tutaj, na przyjaciół, to mógłbyś pracować w Stasi. W Statsscherheit. Wyślemy im ciebie do pomocy. Pojedziesz do Niemiec, w środowisko literackie. Polski poeta, z hasłami, „Solidarność”, „zwyciężymy”, „czerwiec w Poznaniu, sierpień w Gdańsku.”

Lekarz  Grudzień w Katowicach.

Pułkownik  Będziesz szeptał w EneRDowie „Zapierdolić Honeckera, razem z polskim Jaruzelem”. „Erich, Wojciech w jednym ścieku.” Zaszwargotasz ileś haseł i … (ręka w trąbkę) co mówią niemieccy pisarze. Na pewno mają coś do powiedzenia. Zarobisz tam jeszcze więcej. Dużo marek. Ja chętnie pojadę z tobą. Pomogę ci w prowokacji. Będę gospodynią Jackowskiego, i przewodnikiem po burdelach. A ty pomożesz mi w warsztacie poetyckim.

Aresztowana  Zamiast metafor nazwiska.

Aresztowany  Wolę umrzeć…  To łatwy wybór. Dla poety.

Pułkownik  Znowu w sukni bohaterów? Sukni z piórek z dupą gołą. Co za romantyzm. „Szablę w dłoń.” (wącha) Czujesz ten smród? Właśnie pierdnąłem w twoje ideały. W twojego Boga, honor… w co tam jeszcze? W twoją miłość…do niej (wskazuje na aresztowaną) …do kobiety. Pierdnąłem zdrowo, w co kochasz, w co szanujesz. Smród we wszystkim. Mój smród. To rzeczywistość. Tutaj, tutaj (puka w stolik) w przesłuchalni, w miejscu wspólnym piekła nieba… dwóch silnych. Ty z twoim Bogiem i ja, szatan. Prawdziwy. (wypija ze szklanki, ciężko oddycha) Jak myślisz, kto zwycięży?

Lekarz  Oczywiście pułkownik.

Pułkownik (ironicznie do aresztowanego) Wolisz śmierć? Nie tak łatwo się umiera. Na ustach bulion krwi. (pokazuje w lusterku) A na policzku, jednym, drugim, bulion przy bulionie. Policzysz nekrofilu? (do lekarza)

Lekarz  Kość ze strupów maską jedną. Można rachować po kolorach. Od czerwieni do...

 Pułkownik  Ten major, ten, co teraz przesłuchuje, ( pokazuje ścianę, jęki, za ścianą) podobno, wbijał ci w stawy widelec. Wydłubywał maź stawową. To, chyba boli? (szturcha aresztowanego w rękę, krzywi się aresztowany) Nie? (szturcha aresztowanego)  Nie? (znowu szturcha aresztowanego, aresztowany wykrzywia się ale nie jęczy) Jęknij głośno, chociaż zasycz. (sam syczy) Ze mną zasycz.(sam syczy) No… (sam syczy)  

Lekarz  Major wtarł mu w rozdłubane coś z obiadu dla majorów.

Pułkownik  Ach, stąd infekcja (ściska mu rękę w różnych miejscach) w łokciach. Marsz bakterii. Idą. Już tu. Powinieneś ratować ręce. Zacząć… (rusza ustami). U nas aresztowany, musi (rusza ustami) aby korzystać z opieki medycznej. Musi coś wyśpiewać. (pokazuje ustami śpiewanie)

Sierżant  Mamy leczyć za nic?

Pułkownik  (pokazuje ustami śpiewanie) … coś o kolegach literatach. Który to, rozpisał się po cichu. O czym skrobie do szuflady. Powiedz o nich, a pan doktor da ci zastrzyk z antybiotykiem.

Lekarz  A do zastrzyku spirytus. Moskiewski. Z kawałkiem Kremla. Zobaczysz przyszłość Związku Radzieckiego i przyszłość Polski. Portrety naszych prezydentów. Jaruzelskiego i…

Sierżant  O, Boże… Kogo ja widzę… po Jaruzelu? On prezydentem!?

Lekarz  Kogo ujrzałeś? Kiszczaka?

Sierżant  (do siebie) On, będzie najwyższym przedstawicielem władzy? U nas? Zgodnie z konstytucją? Będzie ratyfikował i wypowiadał umowy… międzynarodowe? Nie znając…

Lekarz  Nie podoba ci się Kiszczak? Taki piękniś. Mniam mniam po nieapetycznym.

Sierżant  To nie generał. (i do siebie)  A będzie (łapie się za głowę) zwierzchnikiem sił zbrojnych. Będzie nadawał stopnie…

Pułkownik  Jakiś pułkownik. Może… (w myślach „ja”) (sierżant przeczy głową) To kto!?

Sierżant  Nie powiem… (po cichu) Chyba, że Jackowskiemu.

Pułkownik  Potasuj te. zdjęcia aresztowanych kobiet. Przymknęliśmy już z pięćdziesiąt. Wybrane konturem.

Sierżant  Pięćdziesiąt pięć.

Pułkownik  Zagramy o te, z najbliższych cel. Która moja, która nasza. Odłóż tylko foto Jackowskiej. I tak nie przetrzyma… (pokazuje) seksu z pułkownikiem. A obywatel Chrystus (pokazuje na Jackowskiego) to obejrzy. Zedrę z oczu powieki. Chyba, że zdradzi sam siebie. Wolność. Oszuka przyjaciół, związkowców. Oleje swoją Polskę. Osra ptactwo obłąkane, orły w koronach.

Lekarz  (dosuwając się do aresztowanej) Coraz zimniej w przesłuchalni. Podnieca mnie ten chłód. Zamarznie w Białej? Zabiorę cię do prosektorium w ślubnej sukni. Szyja twoja… do rozcięcia dla… (klepie się po kroku)

Aresztowana (zrywa mu rękę z szyi) Jeszcze jeden chory diabeł. Z oczu węże…

Lekarz  Wyjmę ci szyję z szyi.

Sierżant  (odpycha ostro lekarza). Ona jest dla pułkownika! Dla jego brutalności. Pasuje białą pończochą do wierszy oficera, do liter tatuażu. 

Lekarz  Chciałem z wami (pokazuje spółkowanie) razem  Ale mogę… (pokazuje kopulowanie) w zwłokach. Panny Białej, pani Jackowskiej. W obu naraz. To stężenie wokół członka. Ciasny kanał, coraz węższy. Mięsnie gładkie uciskają, aż do bólu. Tracę świadomość… Zaparowany obraz zmarłych. Skurcz z nasieniem. Skurcz, i po... Trzeba wyjść ze ściętych białek, golnąć radziecką. Szklanka wykrzywi prosektorium. W pustej głosy. 

Aresztowana  Jesteś tam?   

Sierżant  Pytasz Boga? 

Aresztowana  Jacek! Odezwij się. (wystraszona) Powiedz coś! 

Aresztowany  Jestem w Katowicach, czy w Gdańsku? Już sam (wzrusza ramionami) z odwodnienia. Słyszę pukanie kropel? Myli mi się miasto z miastem, przez te dźwięki z kranów. Suchość w wierszach, tylko widmo poematu płynie… Moja ojczyzna pohańbiona własnym wojskiem, polską zdradą. Nie ma w naszej historii takiej niewierności. Generałowie do rozstrzelania! Gdzie „Brygady Białych”? Gdzie nasza chorągiew Wielkiego Anioła, stróża narodu? Gdzie Małgorzato?

 Aresztowana  Nie zrobił ci ten esbek krzywdy? Zrobił?   

 Aresztowany    Siedzę… jakoś. Własną krew popijam. (pokazuje jak, nosem z warg) Lepko w ustach, wilgotno….

 Aresztowana  Tak mnie tutaj usadzili, że nie widać, co ci robią. Słyszę tylko… Nie wierz, że nas ghh. Straszą, straszą, aby złamać.

 Pułkownik, sierżant, lekarz  Ghh, ghh, ghh.

 Aresztowana  Bóg by na to nie pozwolił.

 Pułkownik  A co on ma do…? Nie jest chujem oficera.

 Aresztowana  Patrzę w ścianę. Za nią jacyś ludzie. Elegancko ubrani. Siedzi każdy, obserwuje, jak w teatrze.

 Sierżant  Nie dostała pić od wczoraj. Ani jeść.

 Lekarz  No i derealizacja. 

Pułkownik (śmiejąc się) Nie dostali. I już nie dostaną. Pójdą na czczo do (pokazuje do góry).

 Aresztowana  (do siebie) Pragnę Jacku, abyś żył. I pisał.

 Lekarz  Trupy nie śmieją się z doktora. Że ma krzywego w lewą stronę. Że mało gąbek, że bez żołędzi. Nie żartują na marach. Robią wszystko, co im ... (pokazuje) co im… (pokazuje) co im…

 Pułkownik  Zaciąłeś  się przy goleniu?

 Lekarz  Każda tak wygląda pięknie. Natłuszczona olejkami.  Błyska ciałem. Kęsy ud, kęsy bioder, kęsy, kęsy. Lubię w posąg na leżąco. Bez zahamowań. Żadnych komend „mocniej”, „szybciej”. Lubię też jeść zabukowane. Powoli z nasieniem doktora. Ale dlaczego, kiedy warczę, te kobiety pomiałkują? Miau… Na stołach, na marach. Koncert zwierząt. (do aresztowanej) Czy już słyszysz swoje „miau”, o północy, w prosektorium? Słyszysz?...

 Sierżant  Schizofrenia nekrofilów może pomóc w przesłuchaniach.

 Pułkownik  Nasz kanibal, nasz ludojad…

 Aresztowana  Nie przesadzacie ze złem? Z potwornością? Funkcjonariusze PeeRelu. To wasz ostatni Departament, ostatni pokój. Daleko od nieba. Niżej (tupie) piekło. Unosi nas. Spadniemy wszyscy w jamę grzechu. Razem. Anioły i diabły.

 Aresztowany  Ja z esbecją nigdzie nie spadnę. Z bandytami nie. Będziemy gnić osobno. I osobno pójdziemy na Sąd Ostateczny. Z nimi nie chcę do Boga. Musi wskazać inny deptak.

 (telefon)

Pułkownik  Jeszcze nie wiem…. Tak…. Zaraz jak będę wiedział. Tak jest panie generale. (odkłada słuchawkę)  Dzwoni skurwysyn i przeszkadza. (parodiuje generała) Wiesz już co u literatów? Przynieś taśmy, o tych młodych. Posłuchamy, wypijemy. Nie masz nagrań? Nie masz, kurwa? (do sierżanta) No nie mam, kurwa. Nic Jackowski nie powiedział. (telefon) Zaraz nie znaczy, że natychmiast… To niech generał go przesłuchuje… (odkłada słuchawkę) Rzucił mi słuchawką, kurwa. Mnie, kurwa. 

Sierżant  Mistrzowi Departamentu.

 Pułkownik  Policzyłaś te drukarnie? Lista lewizn już gotowa? Muszę dać coś do centrali.

 Lekarz  (cicho, do aresztowanej)  Nie podawaj mu adresów. Zostań z nami. Pragnę ciebie… Jak żadnego trupa. (pokazuje kopulowanie) i (pokazuje ustami jedzenie)

 Aresztowana  Gdzie ja jestem? W przedpieklu? Nie widzę już przestrzeni, czasu mało. Dzień umarł, umarła noc. (do pułkownika) Tylko, ta chwila, głośno prosi – wypuść Jackowskich. Możecie jeszcze się zatrzymać. Nawrócić. Uwierzyć w dobro, w Boga.

 Pułkownik  Ty masz tupet dziewczyno. Ja mam was wypuścić. Tak…wypuścić. Dla jakiegoś Boga. Po (patrzy na zegarek) trzech kwadransach pracy.

 Sierżant (szeptem)  Wypuśćmy ją. Przy niej Jackowski nic nie podpisze. Nic nie powie. On jest dla niej bohaterem. Są członkami „Białych Brygad”. Wierzą święcie, że ojczyzna najważniejsza. Przysięgali dla niej Bogu. Nie złamiemy takiej pary, kiedy razem wysiadują… nową Polskę. Zresztą przy niej żaden mężczyzna się nie sprzeda. Nie pokaże, że się boi. Huknął mu pułkownik ślepym. I co on na to?

 Pułkownik  Nawet dziękuję nie powiedział.

 Sierżant  Ci z „Białych Brygad”, to nie chłoptasie z niezależnych związków. Ci Biali, też potrafią zabijać. I umierać.

 Pułkownik (szeptem)  Do tego jeszcze przeszkoleni. Dobrze wiem, że ten chuj, oprócz wiersza, poematu, bombę zrobi. Z kenotoksu i żywic poliestrowych. Prawie napalm. Wykupił pół hurtowni, pod Gliwicami. Z różną chemią. Niby do rzeźbienia aktów.

 Lekarz  Udaje, że udaje Szapocznikow.

 Pułkownik  Rzeźbiący poeta. A do tego bombownik.

 Sierżant (półgłosem)  Powinien pan pytać, gdzie ukrył dwie tony poliestru. A nie, jak się, Jackowski, nazywa.

 Pułkownik  Dobre rady mój sierżancie, zostaniesz na dniach podporucznikiem, ale ja już nie chcę informacji od aresztowanego. Żadnej współpracy.  Nic, kurwa, nic. Po prostu… (rozkłada ręce) Teraz, chcę go rozbebeszyć! Wszystko mu… (dławi się z wściekłości) Ten jego honor. jego Boga i tę jego Małgorzatę. Tak mnie ta para wkurwia. Bóg i ona.

 Sierżant  Oni też mnie denerwują. Byłem kiedyś ministrantem. Z tacy równo (pokazuje) na samochód dla rodziców. Aby syna polubili. Lecz Bóg we śnie mi przykazał, abym wszystko…

 Pułkownik  Zwrócił księdzu?

 Sierżant  Nie, abym mu wyznał i dlaczego. Tylko, że ksiądz, też podbierał… (pokazuje jak podbierał).  Obaj, żeśmy podbierali. Na samochody. Jak powiedzieć o złodziejstwie złodziejowi. Lecz Bóg śnił mi się nieustannie. Groził śmiercią, najpierw matki, potem krowy. Węc uległem woli boskiej. Powiedziałem, spowiedź szczera. A nazajutrz przed naszą chałupą cała wieś. Chłopy z helmunckami. Matkę zbili, ojca zbili, krowę zbili. Ja po drzewach ledwo zwiałem. Las, przystanek PKS-u i do Katowic. Z przyrody! Tak to Pan Bóg pograł ze mną. Jego najlepszym ministrantem.

 Pułkownik  Tego księdza, to my razem przesłuchamy. Sam mu wbijesz zęby w zęby i wykopiesz powbijane, niżej, wyżej, prawa, lewa. Jeśli nawet nie ma wnuków, będzie miał. Do kamer. Zdziwią się bardzo katolicy oglądając nadprodukcję. Ksiądz rezydent dziadkiem wielu. A potem go ghh na probostwie. Zrobimy mu ghh jak należy. Wyznaj za to, tak od jąder, dlaczego Biała, też cię mocno irytuje. Tą miłością do Jackowskiego? Ideami? Chciałbym porównać uczucia oficerów. Wiersz o tym… (pokazuje ręka w górę)

 Sierżant  Miłością. Żadna mnie nie pokochała. Wszystkie okradły ze wszystkiego. Nie mam nawet samochodu. A zarabiam lepiej, niż rektor politechniki. Nie ma o czym (macha ręką)… kwiczeć, krakać.

 Pułkownik  Zakraczesz jak zostaniesz oficerem. Lecz w tej chwili, powiedz prędko, bez kwiczenia, dlaczego tak patrzysz w tę ścianę, a nie w tamtą, albo w... (pokazuje) Kto tam siedzi?

 Sierżant  Ten ksiądz, pułkowniku. Już doniosłem na pleciugę. Już go major przesłuchał. Widelcem, operacyjnym. A ja (pokazuje nogą) proboszczowi szczękę w szczękę. Już się przyznał, że ma dziecko z własną siostrą.

 Pułkownik  Z własną siostrą. Bardzo dobrze. Niech jeszcze doda, że zakonną. A ładna aby?

 Sierżant Najlepsza dupa w całej wsi.

 Pułkownik  To ja przywieź tutaj. Mam już pomysł na dobry film. Na promocję kleru w ludowej. Pogwałcimy, a potem wrzucisz ją do szamba i nakręcisz rozkładówkę. Dla telewizji. A dla „Trybun” napiszesz pożegnalny list: „Nie mogłam znieść tego szczęścia. Dziecko z księdzem, dziecko z bratem. Muszę umrzeć, inaczej zwariuję”

 Lekarz   Za długa przerwa w przesłuchaniach. Aresztowany zebrał kości, zebrał mięśnie. Nerwy skupił rozproszone. Znowu cały, znowu silny.

 Sierżant  Wiersz prowadzi.

 Pułkownik  Zaraz mu rozwalę całość. (wkłada nowy magazynek) Wkładam ostrą amunicję. (zachodzi aresztowanego od tyłu)  Gdzie ta chemia!? Poliester!?

 Sierżant  Błyszczy pytanie metalem.

 Pułkownik  Liczę do pięciu. Raz!

 Aresztowany  I dwa.

 Pułkownik  Trzy!

 Aresztowany  I cztery.

 Aresztowana  Nie zabijaj! Bóg to widzi.

 Sierżant   Co za człowiek z Jackowskiego. Tuż przed śmiercią aurę zbiera. Białe róże. Płatki białe. Białość w ciemnym. Swój kształt poety.

 Aresztowana (do siebie) Uwolniony.

 Pułkownik  Pięć! Pięć! (strzela, znowu ślepym)

(długa cisza, wszyscy obserwują Jackowskiego)

Błądzi jeszcze w zaświatach. Szuka Boga. Coś nie znalazł. Pisze prozą. (trąca nogą) Jesteś dalej Katowicach. W przesłuchalni Departamentu. (Oficer, sierżant i lekarz zaczynają tańczą przed Jackowskim trzymając się za ręce, chichoczą)

 Sierżant (tańcząc) Ja jestem sierżantem eSBe, autorem twoich poematów, a za kilka dni podporucznikiem.

 Pułkownik  A mnie poznajesz? Pana Boga? Dzisiaj zabiorę tobie wszystko. Nawet życie. Twój czas.

 Lekarz (tańcząc) Jest już z nami. Wrócił stamtąd. Zmarły z żywym. Rozmawiają o czymś cicho. W maskach strupów ożywienie. Lecz, co głębiej? Nie zgadniesz.

 Sierżant  Może o aniołach za horyzontem zdarzeń.

 Pułkowniku  Albo o pułkowniku, tutaj. W przesłuchalni.

 Lekarz  Tyle osób podpisuje… prędko…

 Pułkownik  …nie potrzeba strzelać w głowę.

 Sierżant  A on, ten Chrystus… (pokazuje na Jackowskiego)

 Pułkownik  Dlaczego on, kurwa się nie boi!?

 Sierżant  Jakaś siła.

 Pułkownik  Dlaczego!? (kopie w stolik)

 Sierżant  Pająk tylko się wystraszył. Chodzi teraz po rękawie.

 Aresztowana   Jacku… kochany. Tak cię dręczą ci bandyci.

 Aresztowany  Wytrzymam… dla ciebie... Dla naszego...

 Aresztowana  Strzelali… w twoim kierunku?

 Aresztowany W sufit. Ślepymi nabojami.

 Lekarz  W głowę mu pułkownik strzelał. Żebyś to widziała. (śmieje się, odstawia scenę) Myślałem, że po Jackowskim. Nie mógł wyjść z zapaści.

 Sierżant  Ciężar huku zmiażdżył czaszkę. W mózgu księżyc ołowiany.

 Aresztowana  (wylękniona) To jak z tobą? Tylko nie zwariuj jak mój ojciec w sześćdziesiątym ósmym. Błagam, tylko nie...

 Pułkownik  Zgarnięto tatusia spod uniwerku, i do celi z (pedałuje siedząc na krześle) Zerżnęli mu, kichę, pachy. Całego studenta. Potem zawieźli na proktologię. Zaszyć dupsko tatuńciowi.

 Aresztowany (po chwili do aresztowanej)  Poczułem śmierć.

 Lekarz  Poklepała Jackowskiego, i po plecach, i po karku, trzepnęła w potylicę i gdzieś poszła. Chyba do prosektorium.

 Sierżant  Poszła na rynek, między czołgi, pod wigilijne drzewko. Czeka na rozkaz wiejąc śniegiem.

 Pułkownik  (ironicznie) Ty źle widzisz poruczniku. Ona tutaj od godziny. Tu (pokazuje za krzesłem aresztowanej) i tu. (pokazuje za krzesłem aresztowanego). Cierpliwa.

 Lekarz  Zbyt cierpliwa. Doktor musi kopulować. W naciętej… (pokazuje na szyję aresztowanej)

 Aresztowana To jak Jacku… jak się czujesz po tej śmierci? Na niby. (cisza)  Nie myśl już o tym. Przeżyjemy. Będziemy razem, długie lata. W wolnej Polsce. Tych trzech esbeków, to tylko diabły eMSWu. Kuszą, straszą. Diabelstwo Jaruzela. Ale z nami cały świat. Reagan, papież… I Bóg. Bóg!

 Pułkownik  A ja was z Bogiem…(pokazuje, że zabije)

 Lekarz  Byle szybko. (do aresztowanej)  Posuwam cię znowu w myślach. Rytm bezwstydny.

 Pułkownik  Żre ciebie posuwając.

 Aresztowany  Bardzo chciałbym ich powiesić. Ghh. Ghh. Ghh.

 Aresztowana. Pomyśl o czymś innym. Nie o śmierci. O mnie. Powiedz coś o Małgorzacie. Najlepiej wierszem…

 Aresztowany Wierszem? (krzyczy) Teraz wierszem!? Byłem pewny, że zabiją… Że nie będę… Ta samotność w takiej… w takim… Sam ze sobą przed…

 Aresztowana  Jesteś strasznie wyczerpany. Powinieneś…

 Aresztowany  Nie lituj się nade mną, kurwa, bo zamienię się?... Przepoczwarzę z Jackowskiego w Jaruzela. Przypnę zdradę do munduru. I zaśpiewam, zafałszuję, że musiałem. A naród, kurwa, uwierzy. Uwierzy, kurwa. Dlaczego krzyczę, Gosiu? I to ordynarnie? Ten brak wody. Tyle godzin nic nie piłem. Nic. Gorąco. W ustach ogień.

 Aresztowana  To zaburzenie postresowe. Nie z pragnienia. Ja też nic nie miałam w ustach. Od wczoraj, czy… od przedwczoraj?... Musisz odblokować lęk. Mów cokolwiek, kurwuj nawet. Jak uczyli na szkoleniu. Byle byś nie wsypał Polski.

 Sierżant (cicho do pułkownika) Na szkoleniu… (obaj prędko włączają magneton, przeszkadzają sobie wzajemnie) (sierżant cicho do pułkownika, z ironią) Jednak zależy na informacjach. (pułkownik popycha sierżanta) Przypierdolę.

 Sierżant  Nie chce działać…

 Pułkownik  (cicho sycząc) Popsułeś, kurwa.

 Sierżant  To pan popsuł. Pan uderzył pięścią w przycisk.

 Pułkownik  Bo trzymałeś na nim palec.

 Aresztowany (kiedy aresztowany mówi oni „reperują magnetofon, potrząsają nim …) Nienawidzę teraz wierszy, moich, twoich. Ta śmierć połamała mi światło, pokruszyła poemat. Nienawidzę przeniesień…

 (z magnetofonu głos sierżanta) Biada księżom, którzy kradną. Dla was proszę o reumatyzm.

 Pułkownik  Po coś to, kurwa, nagrał?

 Sierżant  Nie wiem panie pułkowniku. Nie mogę wszystko wiedzieć. Jestem podporucznikiem.

 Lekarz Chciał sprawdzić, czy to działa, bo czasami….

 Aresztowany  Znienawidziłem całą literaturę. A Leopardiego, to bym, kurwa, wykopał z grobu i … zakopał. Jak ja gadam?

 Sierżant  Jak Departament.

Aresztowana  Przez tę śmierć na niby.  

Aresztowany  Sunie w powietrzu, nad podłogą, czarna karlica. Słyszę czarny oddech. Jej, mój strach. 

Aresztowana  Śmierć, też się boi. Wie, że jej nie chcemy. Podobno zakłada kolorową suknię. Żeby nie straszyć.

Aresztowany  Idzie do ciebie ukochana. Jest za tobą...  

Areszt6wana  Bronimy się umierając. Niepotrzebnie. 

Aresztowany  Wracaj! Zostaw Małgorzatę. Wracaj do mnie! Wracaj kurwo! 

Sierżant  On chyba bluźni. 

Lekarz  Nie rozumiem. To jakaś… metafizyka?  Z żywą śmiercią?  

Pułkownik  On, nie rozumie. Po studiach w ludowej. Pan doktor, kanibal z nekrofilem. Pracownik Departamentu. Nie widzisz, kurwa, że złamaliśmy Jackowskiego. Że zaczął wariować z miłości. I to nie do ojczyzny, do narodu. Zwariował  dla tej kobiety, i… (pokazuje brzuch aresztowanej) (do aresztowanego) Podpisałbyś teraz wszystko. Aby żyli. Nawet przeciw ojczyźnie, wymarzonej. Ale teraz… (pokazuje wała) Nie chciałeś być moim przyjacielem, pisać ze mną poemat. Odepchnąłeś… (do sierżanta i lekarza)

Najpierw posiedzi w ciemnościach i posłucha jak zaczynam z jego Białą. Jak rozrywam uda z dzieckiem. Potem jak już się rozjebię – dacie światło. Dużo prądu. Niech zobaczy, co można zrobić z kobietą. Kobiecie. Jego pięknej narzeczonej. Niech podziwia pułkownika. No, i musicie podczas tego zapisywać metafory. Moje, wasze. Cząstki wierszy na poemat. Poezja gwałtu doskonała. 

Sierżant  Okrucieństwo najlepszą inspiracją.

 Lekarz  Będzie teatr.

 Pułkownik  Teatr krzyków…

 Lekarz  … mordowanych. Teatr śmiechu mordujących.

 Sierżant  Dobra scena. Lecz nikt tego nie usłyszy. Nie obejrzy. Nie utrwali naszych starań. Oficerów eSBe. Dla nas skromny wieniec.  Z warg sromowych.

 Lekarz  Podnieciłem się tym wieńcem. Wianek słodki dla doktora. Muszę (dotyka się w kroku) zejść do prosektorium. Prędko do moich laleczek, zimnych lal, ale wrócę po Jackowską, jak będzie ghh. Zabiorę piękność. (pokazuje rękami, że będzie niósł na dół)  jak ostygnie.  (wychodzi lekko zataczając się )(mówi do siebie)

Sierżant  Żeby tylko się nie przeziębił.

 Pułkownik  Lepiej zwariuj dla zakładu.

 Sierżant  Po co ja tu jestem? Ministrant…w Departamencie. Sierżant od brudnych robót. W krwi, szczynach.  Po co to wszystko robię? Za Jaruzelskiego. On wspomnienia będzie pisał. Zatrudni czerwonych murzynów. Aby kłamstwo, było kłamstwem. A ja poeta, z eSBe, co? Mam wysyłać anonimy, na księży do księży. „Na tacach wąż, złożył jaja.” (zastanawia się chodząc) A może, by tak napisać sztukę? „Jackowski w przesluchalni.” Napisać też o jego Białej?  Jak przesłuchiwano Białą parę. Opiszę jak maglowało ich trzech konfederatów, gwałcąc Jackowskiemu Jackowską. Górą KaPeeN. Niezadowoleni, że Jackowscy w Białych Brygadach, a nie Konfederacji. Ma być niezadowoleni, czy niezadowo... Proszę, (do widzów) zaczynają się problemy warsztatowe. Dzień pisarza. Niech będzie „niezadowoleni”. Zrobią Jackowskim w sztuce to, co my tutaj. Nic nie dodam. Zresztą, co tu dodawać. Włożę też w sztukę, te kilka wierszy, które zebrałem z podłogi. Odpowiednio je ph. (pokazuje przerobienie) Opozycja władzą. Lechu Jaruzelem. Będzie dramat, będzie sztuka, moja sztuka. (tańczy)  Tylko trzeba ją napisać. Gdzie mój zeszyt literacki (szuka po kieszeniach) i długopis z żaróweczką, (szuka) abym widział, co notuję. (znalazł) Jestem gotów (do pułkownika) do zapisu naszych myśli, pojęć złego, wyobrażeń. Do rysowania metamorfoz pułkownika, porucznika, przyszłych generałów.

 Pułkownik  Długo będziesz czekał na gwiazdki z wężykiem. (do siebie) Ile to trzeba zabić ludzi, za jeden wężyk.

 (telefon, odbiera sierżant)

 Sierżant  Pułkownikowa.

 Pułkownik … Co mam robić, przesłuchuję… Poetę z opozycji… Tego Jackowskiego… Nie, to wyjątkowy chuj. Nic jeszcze nie powiedział… Oczywiście, że dałem mu w pysk. Lufą pistoletu. Jak tobie podczas śniadania… Co ty!? Chcesz mnie znowu zdenerwować… Że co!? Że jestem!?... Ja jestem… za dobry. Dla ciebie. Za! Inny dawno by zastrzelił. I nie spieszczaj mojej rangi. Pułkowniś! (rzuca słuchawką) To najlepsza kurwa w Departamencie. Kurwa na rozbiegu. Zna tylu generałów… Mogę awansować i awansować, płynąc pod górę krwi.

 Sierżant  No i być przewodniczącym poetów. Trzeciego  Departamentu. 

Aresztowany  Zabiją nas. W szambie ludowej nasze trupy. Nawet Bóg nie będzie wiedział. Ten oficer Panem naszym. Pan bandyta. 

Aresztowana  Nie zabiją. Już mówiłam. Bóg jest tutaj, w tym pokoju. Nie pozwoli. Też mnie trochę irytujesz.

 Aresztowany  Bóg bezradny. Za dużo diabelstwa w PeeReLu, zdrajców, chorych.

 Aresztowana  Nie lękaj się, Jacuniu. Przecież kocham ciebie. Płynie dłoń po włosach.

 Aresztowany  Ja też cię kocham, Małgorzato. Miłość wieczna…

 Pułkownik  Kochają się! Tacy inni, że trudno wytrzymać.

 Sierżant Zostanę podporucznikiem.

 Aresztowana  Nie doczekasz nawet gwiazdek. Zlikwidują cię Brygady.

 Sierżant  Może napiszemy o emocjach…aresztowanej? 

Pułkownik  Jej emocje mnie nie interesują. Ona jest sprzętem w przesłuchalni. Natomiast z uwagą obserwuj Jackowskiego! Opisz jego uczucia. Udrękę. Podczas i po (pokazuje kopulowanie) i popo. Każdy grymas, każdy krzyk. Zdania rozpaczą uwolnione. (sierżant podchodzi do aresztowanego, twarzą w twarz, obserwuje)

Już obserwujesz? A dupsko Jackowskiej jeszcze w szmatach… (ironicznie) ślubnych. Wyrwij zaraz blade z bieli. Dupa wolna! Dla eMeSWu. 

Sierżant  Przygotowałem na dzisiejsze przesłuchanie coś takiego. (rozwija zapaskę z dzwonkami, dzwonią)

 Pułkownik  Wymyśliłeś to na wsi będąc ministrantem?

 Sierżant  Tak. Pełno tam było owiec, szarych i czarnych. Cień wchodził w cień. Znikały owce w ziemi. Trzeba było odkopywać. Dzwonienie.  

Pułkownik  Ładny obrazek. Ale teraz zajmij się dupą Jackowskiej. Bez liryzmu. Prędzej, kurwa. 

Sierżant  Założyłem to wczoraj plebanowi (pokazuje na ścianę) na czoło i w mordę. I w mordę. (uderza pięścią w dłoń)  Dzwonił kapuś po ścianach.

 Pułkownik  Załóż jej dzyń-dzyń. Na to brzuszysko z dzieciakiem. Niech dzyndzyni narzeczonemu. Podczas (pokazuje kopulowanie), i podczas ghh.

 Sierżant  Rozumiem, dzisiaj pułkownik się postara. Wyjątkowo. Dobra sztuka dla teatru. Zgwałci z wdziękiem i z wdziękiem ghh. Zmiażdży dziecko Jackowskiemu. Dziś pan zagra główną rolę w teatrze jednego widza. W tragedii większej od Katowic. Tylko ból.  

Pułkownik   Nie tylko. Tutaj w mojej przesłuchalni trwoga, nienawiść, cierpienie. Lecz i sprzeciw bohaterów. Pełnia losu. Przy tej pełni zwykłe życie rzadkim gównem. Wczoraj przesłuchiwałem profesora psychologii. Z wnuczką. Nie chciała zostać sama w domu, jak go zabieraliśmy. Chciała z dziadkiem, dziaduniem. Do mamy. To był strach. Delektowałem się tą paniką, wzmacniając pff. Upadła na dywan. Drżały jej nogi, o tak… (pokazuje)  Nie, aby pokazać muszę się położyć. (kładzie się na podłodze, pokazuje) Bała się dołem dwunastoletniej dziewczynki, kobiety. (pokazuje, gdzie) Tu ją gwałciłem. W imieniu Departamentu. Profesor przestał wierzyć w psychoanalizę, w poznanie. W swoje traktaty. Zmądrzał na starość. Zbyt późno. 

Sierżant  Zabił pan naukowca, czy wypuścił? 

Pułkownik  Skoro przestał wierzyć, to won na uniwersytet.

 Sierżant  A co z wnuczką? Z małolatą? Zachwycona pułkownikiem? 

Pułkownik  No, nie wytrzymało ciałko zabawy. Z panem milicjantem. Phh po stosunku. (pokazuje jak umarła)   

Sierżant  A gdzie jej matka? Córka profesora? Nie chce też umrzeć…z miłości? Położyć się obok… 

Pułkownik  Sądzisz, że jestem imbecylem, idiotą?! (wstaje z podlogi) Ja, pułkownik, który napisał poemat! O placu przed KaWu. O placu Dzierzyńskiego!... w Katowicach. Chyba pojmuję, że matka nieżyjącej, to córka wypuszczonego. (pije ze szklanki alkohol) Za bardzo poczułeś się oficerem. Za bardzo. Do roboty, sierżancie. Do Białej! Przygotować mi oblubienicę. Ruszaj się, kurwa, jak kapral.

Sierżant  Tak jest!  (sierżant biegnie do ściany, gasi światło) Musimy teraz więcej mówić. (idzie do aresztowanej)  Dla dramatu. Nasze zdania w czerni. Nasz oddech…

Pułkownik  Zostawmy to przesłuchiwanym. Zaraz zakrzyczą. Ona, głęboko, wysoko, ze środka macicy. On, po brzegach, ale szerzej. Wy tylko róbcie swoje, według rozkazu. Komenda w skroni, komenda w potylicy, w kończynach komenda. 

Sierżant (do aresztowanej) Zdejmuj to. 

Aresztowana   Precz z łapskiem. Paluchy pod młotek. Na śniadanie dla doktora. (szamotanina)  Spierdalaj ze sceny. Powiedziałam, spierdalaj!

 Pułkownik  Przywal jej z kłęba, niech zdejmuje płacząc. Z oczu sól. Mężczyzna musi gwałcić. Słaby udaje silnego. Podciera się skórą kobiet, cudnym naskórkiem. Z kaleson wściekłość kopie… kita spermy. Każdy facio z kompleksami, pragnie męskość, udowodnić. To my jesteśmy słabą płcią… podpierani prawem mężczyzn. Świeckim prawem i kościelnym. Jedna mafia. A najcwańszy z naszej rasy, to poeta erotoman. Zerżnie wszystko przez minutę. Mógłby dłużej, gdyby został prozaikiem… 

Sierżant  Ściągaj! (uderzenie)  Nie chcesz? To sam ci… i założę to z  dzwonkami. Będziesz dzwonić nienarodzonemu. (gruch krzesła aresztowanego)  (szamotanina)  (sierżant z zachwytem) Ale masz cycki. 

 Pułkownik  Płuca z żebrem dla doktora.

 Sierżant  Teraz to. Dawaj…

 Aresztowana  Nie! (szamotanina)  Nie! Brygady… ( szamotanina) (uderzeni, płacze) 

Zostaw, nie! Jacek. ( uderzenie, jęk aresztowanej) Uważaj na dziecko. (cicho do sierżanta) 

Pułkownik  (gruch krzesła) Chyba Jackowski się przewrócił. Zasłabł bohater? (gruch krzesła)  Rzuca się z krzesłem po podłodze. Taki śmieszny. Chce walczyć z nami, z ciemnością. Zginąć. Dla jednej dupy… 

Sierżant  Gotowa, pułkowniku,…do phh.

 Pułkownik  Mógłbyś mieć poetek tysiąc, ślicznych dziewczyn po wieczorkach literackich. Nic nie robić, tylko jebać. Jedną, drugą do tysiąca i a piat, jak pułkownik KaGieBe. Gdybym ja był taki znany, to bym, kurwa, to bym… (gruch krzesła) (gruch krzesła) A ty grzmocisz po podłodze. Tylko nie mów, że z miłości, bo cię osram przed zabiciem.

 Sierżant  Jackowska gotowa.

 Pułkownik  Umrzesz tutaj, przed północą. Zniszczymy twoje wiersze, albo użyjemy przeciwko wolności. Przeciwko! Sierżant ładnie przefarbuje. (cisza) Poleżysz tak martwy, ukrzesłowiony. Do rana. Aż przyjdą sprzątać. Nikt nie wykupi twoich zwłok. 

Sierżant  Za dziesięć adresów.   

Pułkownik  Nie zabierze trupa. Zgnijesz w szambo z gnijącymi. (do widowni) A może ktoś z was, tu siedzących… weźmie poetę na swój cmentarz. Z wolną Polską. Do grobowca rodzinnego. (cisza) Tak myślałem. Zgnijesz w gównie wieszczu śląski.  

Sierżant Gotowa od trzech minut. Może czterech. Nie czuję czasu pracując w Departamencie. Odczuwam tylko…

 Głos za ścianą  Bo mordujesz!

 Sierżant  (ironicznie)  Ksiądz za ścianą się odzywa. Źle mu szczękę wykopałem. Zęby jego w moich butach, nos w skarpecie, a konkluduje. (podbiega do ściany, bębni pięściami, krzyczy) Gdybyś nie zakablował ministranta, to on byłby dzisiaj księdzem. Z Panem Bogiem i z Jackowskim. Przeciwko pułkownikowi. Przeciwko Jaruzelskiemu. Ty jesteś przyczyną zła mojego. Wierzyłem tobie, tak wierzyłem. A ty mnie ... Klękaj zaraz tam za ścianą i proś majora o…

 Pułkownik  Nie gotowa, lecz przygotowana. (idzie do aresztowanej, powoli, specjalnie głośno, tupie) Gotowa będziesz… (śmieje się) (raz po raz łoskot krzesła)

(cisza) (jęk aresztowanej i śmiech zadowolenia, pułkownika) Jestem w „Solidarności”.

Sierżant  Wszedł pan słyszę jak należy. 

Pułkownik  Nie za bardzo. Nie mogę wejść głębiej… do dzieciaka…Jak to kopie… Jak się broni… Podaj prędko tę nasadkę… tę największą. (sierżant idzie, do biurka)  

Aresztowana  (cicho) Mój synek… chce żyć.(raz po raz gruch krzesła, coraz bliżej grupy)  

Pułkownik  Prędzej, kurwa, w pracy jesteś. Podczas stanu wojennego. (sierżant biegnie do pułkownika)

 Aresztowana  Chce żyć…

 Sierżant  (meldując) Dodatek do interesu. Wielkość panów pułkowników.

 Pułkownik Już zakładam… podarunek od KaGieBe…

 Aresztowana  On chce żyć!

 Pułkownik    (jęk straszny aresztowanej)  (śmiech)  No to wszedłem do macicy. Jak generał. 

Sierżant  Ghh małego Jackowskiego. (żegna się długopisem z żaróweczką) (mówi „ghh” dotykając czoła, piersi, ramion, piersi) Ghh, ghh, ghh, ghh.ghh. 

Pułkownik  Ghh Boga (sierżant znowu zaczyna się żegnać)

 Sierżant  Ghh, ghh…

  Pułkownik  Żegnasz się, kiedy Bóg zabity? Tak, twoja fantazja ghh.  Razem, żeśmy ją… ghh. Pomagałeś poruczniku.

 Aresztowana  (jęcząc) Boże! Gdzie jesteś!?

 Pułkownik  Nigdzie. A w twoim dziecku pan pułkownik… szatan prawdziwy.

 Sierżant   Ze zdań naszych czarne schody. Idę w dół, z Departamentem. Ze Służbami. Do piekła. Coraz niżej, coraz ciaśniej (żegna się żaróweczką) Już ostatni stopień.

 Pułkownik  Tak wspaniale… w tym łożysku… Uderzać w czyjś ból… Zabić człowieka… w człowieku. Być diabłem… w środku anioła… Kto tu jest!? (przerażony) Stanął za mną. Światło! Światło!  (sierżant zapala światło, przy pułkowniku stoi aresztowany, z niby nożem, chce dźgnąć pułkownika, sierżant jest szybszy i kopie karate w pierś albo w głowę aresztowanego, gdzie, to zależy od możliwości aktora grającego sierżanta) (aresztowany pada połamany) (na podłodze niby nóż)

 Sierżant  (patrząc na niby nóż) Z łyżki nóż. Wyostrzył w nocy. Na ścianie aresztu. To jest dysydent! Nienawiść na czworakach. Nienawiść na klęczkach. Nienawiść na siedząco, stojąc, leżąc.  

Pułkownik Zabiłby mnie! Poderżnąłby… (pokazuje gardlo)  To terrorysta!

 Sierżant  Musimy Jackowskiego zlikwidować. Bo nas kiedyś… ghh.

 Pułkownik  Nie słyszałeś, jak się podniósł? Głuchy jesteś po ciemku!

 Sierżant  Wówczas z Bogiem się żegnałem.

 Pułkownik  Ach, z Bogiem. To ja z tobą kurwa…(pokazuje pożegnanie) .

 Sierżant  Przestał pan kopulować, … generale.

 Aresztowana  Chyba zwariowałam. W tym śnieniu. Zamarł błękit. Kiedy wreszcie się przebudzę… Będę znowu pod kościołem… Mariackim… Śnieg prószy z białej sukni… słońce… czerń…

 Aresztowany (charcząc) Boże zabij tych… Łyżką zabij. Po szyjach!

 Sierżant  Co panu, generale? Jackowska czeka. Chce klaskać tyłkiem oficerom. Pod poemat. I dzwonić dzyńdzyń. Inspirować poetów muzyką. 

Pułkownik   Odechciało mi się, kurwa. Za bardzo mnie wystraszył.

 Sierżant Jak to odechciało? Przecież mamy zapisywać, co czujemy. Z gwałtu najlepsze metafory. Poezja stanu wojennego. Oratorium zwierząt. Dzikich, silnych.

 Aresztowany  Jezu, rzezaj cały Departament.

  Sierżant  Zastąpię w Białej pułkownika. A pan może… Proszę notes… (wyciąga rękę) …pisaczek. Ze światełkiem…   

 Pułkownik  Podaj lepiej mi radziecką. (krzyczy) Tę w czajniku. Na gorąco. Pędem przynoś, mięknie fiut! Jeszcze moment a nasadka… (sierżant przybiega z alkoholem)

 Pułkownik  (pułkownik wypija)  Co za wrzątek od przyjaciół p(a)łkowników. Oni wiedzą w KaGieBe…

 Aresztowany  Rzezaj!

 Pułkownik  … co popijać podczas robót. Penis stał się znowu monstrum. W żyłach żyły… kłębowisko z uplecionym polimerem. (śmieje się)  

 Sierżant  Ten to (śmieje się naśladując pułkownika) drąży.

 Aresztowana  Idę wolno do kościoła. W białej sukni. W białym śniegu. Tak gorąco w zimie. Tak bym piła białość w płatkach. Biała białe. (sierżant zapisuje)

 Pułkownik  ( zaczyna kopulować, Jackowska jęczy) Rozmiażdżyłem kopiącego. Kutas gęstym oblepiony. Stymuluje moją męskość… polimeru. Spojrzyj tutaj,  (pochyla głowę aresztowanej) tutaj, cieknie twoje dziecko, (pokazuje między uda, na krzesło) dzidzi w płynie. Krew z małego. To uwielbiam. Orgazm będzie nieprzeciętny. Ekstaza.

 Sierżant  A może inaczej o mężczyznach? Piszmy bardziej delikatnie. Jak o stworach zagubionych. Epidemii romantyków.  

Pułkownik  Milion kobiet bałamucić… jednym wierszem. 

Sierżant Zapalić gwałconej świecę. Palec światła…  

Pułkownik  Jaki palec!? Pięść!... Z pięści gwiazdy… z czarnym aniołem. W czarnych piórach, iskrach czarnych. Dla nastoju… Tylko nie buchnij… mi coś z tego… Bo, ghh.

 Sierżant  (tego nie zapisuje)  Ta nasza zazdrość, o tekst kolegi. O każde słowo. Pod słowami. Zawiść poetów o poezję.  To pilnowanie metafor, (śmieje się) niby własnych. To podbieranie innym. Dawno podebranych. Ukraść drugiemu plan poematu, szybko napisać i… (klepnął się notesem w udo)  opublikować. To jest  (śmieje się) twórczość poetycka. Ale my dzisiaj, pobudzani krzykiem aresztowanej…

 Pułkownik Dobrze kurwa inspiruje.  

Sierżant  …i ciszą osób za tą ścianą, (pokazuje na widzów) napiszemy coś większego, prawdziwego. Jak Ojcze nasz… 

Pułkownik  Przestań wreszcie o tym Bogu. Zabiję, kurwa. (wyciąga spod marynarki pistolet)

 Sierżant  Stwórzmy wielkie oratorium. Dzieło wojskowych. Nową religię, nową sztukę. Gwałt poznaniem doskonałym. Tyle dobra z dupy. Tyle piękna, czego jeszcze? A, mądrości.

 Pułkownik  A może wystarczy coś… mniejszego? Coś dla chóru, dla orkiestry. Jęki aresztowanych, pokruszone naszym krzykiem, naszym śmiechem. W ich cierpieniu radość panów oficerów. Możemy gwałcić i mordować… Jak oficer chce. Po co zaraz recytacja?… Katechizm władzy. Nie lepiej wypić radziecką… i pośpiewać wesoło. „Światło na karku do złamania.”

 Sierżant  Napiszemy sztukę o PeeRLu. Największą. Potężne oratorium o czerwonych czasach. Strachu. Strachu. Strachu. (pokazuje na ściany) Mów pan jebiąc pierwszy fragment. (cisza) No, na przykład. Z luster pułkownikowej wystają zwłoki. Trzeba wypić dużo Kremla. Recytuj pan! Przekształcę chichot na kolory i namaluję scenografię. Więcej czarnych okularów. (cisza) Słucham pana generała. (cisza) Nic pan…

 Pułkownik  Nie widzisz, że jestem zakochany… Jak w matce. Też zgwałciłem kiedyś starą, wyłamałem nogi w noc. Chciała chodzić do kościoła, na oczach Departamentu… Spaprać ojcu pracę, awans. Lot do Zyrianki, na wschodniej syberyjskiej, no i nazad do Katowic. Nie każdy wrócił… Ale nie przypuszczałem, że matka jest… (pokazuje na swój brzuch) Zabiłem braci nasadką. Bliźniaków. Teraz uczyliby się w zawodówie, aby studiować w oficerskiej… aby potem przesłuchiwać wrogów PeeRLu, aby ich (odbezpieczył pistolet) wystrzelać… chociaż milion, pięć przynajmniej… Ghh białasów… niech mają czarno od czerwonych… Ale nie wiedziałem…

 Sierżant  To ja zacznę oratorium. Pan porucznik. Odchylam głos w kierunku piekła. Pożarł mi szatan modlitwę. (pokazuje na pułkownika) Nie mam słów do Boga.

 Pułkownik Przestań o Nim. (ciężko dyszy i grozi pistoletem) Przestań!

 Aresztowana  (woła jęcząc)  Aresztują Jackowskiego…  wloką z kruchty do samochodu. Moja matka broni zięcia. Biją matkę, w zaspie leży. Teraz kopią. Trysnął śnieg na krzyż przy schodach. Kopią mocno „uderzyła, kurwa, kwiatem, milicjanta!”. Na Mariackiej tyle osób. Tłum zakonnic, tłum poetek. Patrzą po ścianach, w szare chmury, byle nie na moją matkę, byle nie na Jackowskiego. Byle nie na ślubnych gości, pałowanych... 

Pułkownik  (uderza gwałconą czołem w twarz) Nie przeszkadzaj oficerom. Tworzą teraz oratorium. Gwałcąc… eSBecja w kostiumach ubowców. Czarne kalesony z czerwoną kością, z granatowym szpikiem. Z chuja śmierć. Unosi skórę, fałdy sine… Śmierć ze spermą zamiast życia… (cisza)

 Sierżant  Mów pan dalej.  Północ blisko. Czas poetów generałów. Noc metafor, prosto z… (śmiejąc się pokazuje podłogę) piekło w wierszu. Oratorium.  

Pułkownik  Wolę prozą opowiadać, bez przeniesień poetyckich, bez ozdóbek, bez udziwnień. Ja, prozaik o ludowej. W naszym szambie PeeReLu, w naszych gównach gniją nasi dysydenci. Wyszli z domów, nie wrócili. A osobno przy kloakach stoją wanny (uśmiecha się do sierżanta) dla takich jak ty… dla modlących. Rozpuszczamy z Bogiem w kwasie… 

Sierżant  I co z tego, że się modlę? Tak na wszelki wypadek. Gdyby jednak Bozia była… (rozgląda się) jestem tylko sierżantem Departamentu. Nie ja gwałcę, tylko szykuję do gwałcenia, (pokazuje) na drzwiach przesłuchalni. Nabijam na klamkę piękne głowy dla pułkowników, generałów… O tak. (pokazuje) Klamka w (pokazuj podniebienie) i po krzyku. Nawet jęk boli. Dają cicho. Ciała pięknie naprężone. Grzbiet napięty. Na niektórym pęka skóra. Widać serce pod łopatką, słychać mękę. Dzisiaj jednak pan generał zażyczył sobie inaczej. Jackowska od przodu!  

Pułkownik  Wszystko mogę chujem zabić. Każdą doskonałość. Kobietę, dziecko, ghh.

 Sierżant  Nie wszystko. Jackowskiej, to on nie (niby kopuluje), choćby kurwa ( niby kopuluje) do świtu. (śmieje się) Nie da rady „Solidarności”. (śmiejąc się zbiega do widowni i do któregoś facetów) Załóż się pan z porucznikiem, że generał nie, załóż się o dom na wsi, o samochód. A może ty (pokazuje na innego faceta) o fotel na Wiejskiej?   

(wraca na scenę, wolno)  

Pułkownik  Przestałeś tworzyć oratorium. Nasz utwór. A ja wysilam się… (kiwa pistoletem)   w aresztowanej. Dla literatury.

 Sierżant  Opiszę pański nakład, dodatkowo, w wierszach krótkich. Ale najpierw oratorium. Postawmy wielką wieżę poezji i muzyki. Najwyższą. Wieżę wież. Z płaczem płodu.

 Pułkownik  Z wieży wieża się wysuwa, wyżej, wyżej krzyk. Ponad sztukę tę zwyczajną. (do widowni) Ktoś już klaska pułkownikom? (cisza)

 Sierżant  Dalej, dalej, wycharcz wreszcie, słowa inne, przeniesienia. Mów, co w fantazjach? Później z tego, na spokojnie, wybierzemy krąg poezji, walec lęku. Do toczenia i do stania, czarno, czarno od metafor.

 Pułkownik  I czerwono. Wiersze stare popalimy…

 Sierżant  Tych Słowackich, tych Norwidów…

 Pułkownik  Księgi polskie o wolności.

 Sierżant  (pokazuje na widownię)  Dla was nasze oratorium o przemocy, w pięknym kraju…

 Pułkownik  Znów radzieckim. W ludowej!!

 Aresztowana  Gdzie ja jestem? Gdzie mój welon? Czuję krew… krew. Skąd ten zapach?... (wącha siebie) Matkę kopią? 

Pułkownik  Zabiłem to dziecko (uderza aresztowaną pięścią w brzuch) dla poezji. Dla słowa. A ciebie zabiję dla PeeRLu. Ciebie i Jackowskiego.

(tumult jakby szły osoby) 

Sierżant  Departament jamą  grzechu.  (tumult jakby szły osoby, głośniej, bliżej) A ten pokój jamą jamy. (tumult jakby szły osoby, jeszcze głośniej, jeszcze  bliżej))  W jamie śmierć… (tumult coraz głośniejszy) czarna. Bóg nie widzi. (huk)

 Aresztowana  Mamo.

 Pułkownik  Znowu gadasz o tym Bogu? (huk)

 Sierżant  Zmarli z szamba zmartwychwstają. Pobłogosław Panie (klęka, podnosi rękę z notesem) zapis bólu.

 Pułkownik  Co, chcesz mnie wykończyć Bogiem!? Też wierzyłem w Niego, kurwa. Wniknął we mnie z matki krwią. Z tętnic… Przeszkadzał mi w zabawach. W gwałceniu koleżanek. Nie miałem erekcji w liceum. Lecz mój stary Go zastrzelił. Dla mnie, w tym budynku. Może tutaj, nie pamiętam. Wyjął z szuflady opłatek, popluł mąkę, przyłożył do czoła, jakiemuś księdzu i trach księdza z Bogiem  O Jezu! Kogo słyszę w przesluchalni. Boga z ludzkim głosem. Tutaj, tutaj. Słyszę Go wyraźnie. (krzyczy) Za wyraźnie.  (strzela)  Zastrzeliłem. Nie ma Ciebie… zastrzeliłem… Spłynął błękit w ziemię. 

Sierżant  Jest! Tu… ze zmarłymi. Bez ciężaru i bez kształtu.. (pokazuje wokół)          

Pułkownik  (krzyczy i strzela na oślep, kilka razy, sierżant wybiega, albo wyczołguje się  z przesłuchalni) Nie ma! Nie ma!  Tylko generał i… wiersz.  (po dłuższej chwili, normalnym głosem) Dość już tego pułkowniku. (wysuwa się z aresztowanej) (wsadza nasadkę do kieszeni, wystaje mu z marynarki) Już po orgazmie.  (uderza aresztowaną kilka razy po twarzy, dłonią) Nie żyje. Dobry jestem, co? (śmieje się do widowni)  (wychodzi) (woła w drzwiach za sierżantem) … Przygotuj mi teraz Matkę Boską do jebania, zajebania.  Zatłukę Jej... Jezuska! Ma tu siedzieć za godzinę. W przesłuchalni. Na miejscu Jackowskiej  (aresztowana nie daje znaku życia)

Aresztowany leży nieruchomo, aresztowana nieruchomo siedzi. Widz nie wie, czy żyje. Długa chwila. Powoli, bardzo powoli aresztowana zaczyna ruszać głową, po chwili rękami.  Wstaje, trzymając się za brzuch, podbrzusze z wysiłkiem idzie do aresztowanego. 

Aresztowana  A nasz mały coś nie kopie. Chyba śpi. Zasnął synek. Prawda, zasnął? ( z wysiłkiem klęka przy aresztowanym) Ty też śpisz? Nie…płaczesz. (głaszcze aresztowanego po twarzy, aresztowany przytrzymuje jej rękę i przytula do policzka) 

Aresztowany  (mówi cicho i powoli) Nie mogę mówić. Żebra w płucach.Aresztowana tuli się do aresztowanego. Delikatnie. 

Aresztowana  Nic nie mów. Przytulę się delikatnie. (przytula się, całuje) Chciałabym poczuć, czy nas kochasz… po tym wszystkim? 

(wchodzą sierżant i lekarz)

Lekarz  (zaskoczony) (do siebie) Oni... żyją. A ja nastawiłem się na jej ciało. Zimne, he, he, na jej… (głaszcze szyję aresztowanej) (głośno) że tu natnę i włożę kutasa. (poklepuje się po szyi)  

 Sierżant  Ale tutaj naświniłaś?

 Lekarz  Płodu strzępy.

 Aresztowana  Jakie strzępy!?

 Lekarz  Z… (śmiejąc się pokazuje na brzuch aresztowanej)

 Aresztowana  Z… z…

 Lekarz  Tak. To wasz synek. Tutaj rączka, a tam nóżka… a tu chyba „Solidarność” (aresztowana wstaje ciężko, idzie patrząc w podłogę, zatrzymuje się, patrzy w jeden punkt)    (Dostrzega leżący na podłodze niby-nóż, podnosi i podcina sobie gardło) (cisza) (sierżant, podchodzi do aresztowanej, przewraca ciało na wznak) (lekarz z niesmakiem)  Nie chcę tak rozciętej… za szeroko (odwraca się i wychodzi)

 Sierżant (staje nad oskarżonym)  Widzisz Jackowski, co zrobiłeś!? Ona przez ciebie ghh. Twoją łyżką. A… (niby wychodzi tańcząc)  pułkownik rozkazał wypuścić.

 Pułkownik  (zza drzwi)  Dostatecznie zwariowała. Nie opowie, nie opisze.  

Sierżant  Lecz ciebie, to kazał w szambo.  

Pułkownik  (wchodzi)  Żywego!

 Sierżant  Pójdziesz Jackowski za Chrystusem. Z piekła do... do…  

(wchodzi lekarz)  

Lekarz  (wzruszając ramionami) A my nigdzie.

(stają w trójkę nad aresztowanym) 

Aresztowany  W końcu koniec.

(huk) (głośniki z tyłu widowni)

 

 

 

 

 

SPLOT SŁONECZNY"

 

 

W DRODZE NA SPEKTAKL

Jadę samochodem, lęk jakiś. Za pół godziny poznam Jana Kaspra, jego Teatr Prób. Zobaczę na scenie Splot słoneczny, fragmenty mojej Mariackiej. Wywalą przede mną moje dzieciństwo, matkę, kochanka matki, całą… Mnie! Z matką. Boże, tego, to się boję najwięcej. Czy wytrzymam? Czy nie nawali serducho? Czy nie zachowam się jak szaleniec? Na pewno posadzą mnie w pierwszym rzędzie. Dobrze, że jest ze mną Ewa, lekarz.

Już w teatrze przed „korytarzową sceną”. Janek Kasper otwarty na ludzi, na Kosmos. Iskrzy z niego, w nim. Znamy się tysiąc lat.

Wreszcie ciemność, i światło. Dwóch mężczyzn stoi do siebie plecami. Ja i Teodor, kochanek matki. Aktor potknął się w pierwszym zdaniu. Powiedział poprawnie, ale coś nie tak. Nie dobrze, denerwują się, drży mi policzek. Tak bardzo pragnę, żeby zagrali jak najlepiej, wygrali ten pieprzony konkurs, żeby byli szczęśliwi. Zadowoleni po tylu miesiącach prób. Coraz lepiej. Coraz więcej Teatru. Jacuś, ja, podaje matce lekarstwo. Matka gada o śmierci. To dla mnie najtrudniejszy moment sztuki. Naraz lęk znika. Jestem widzem, który ogląda dobry spektakl. Aktorzy wymieniając imiona moich ciotek i wujów sypią na scenę piasek. Gwałtownie, delikatnie. Piach podświetlony zielono, niebiesko. Obraz staje się magiczny. Jacuś przeobraża się w silnego mężczyznę – Jacka. A stoły stają się Łodzią. Płyniemy w Nowe.

Potem, już w nocy, w małej salce pubu – jesteśmy wszyscy razem. Pijemy piwo i rozprawiamy. Każdy całym sobą. Miałem w życiu kilka zaistnień artystycznych, ale zawsze były one tylko moje. Tylko. A teraz, pomyślałem, cieszę się z siebie, i że oni się cieszą. A oni też tak. Tak samo. Jestem w Grupie.

 Chciałbym, żeby była moją Rodziną.
 

Galeria Fotografii ze Splotu słonecznego" na podstawie Mariackiej: